Kilka lat temu wrocławianin Marian K. kupił kompleks budynków w Kucharach. Sprawił tym radość miejscowym dzieciom, które chętnie spędzają tam wolny czas. A ruiny grożą zawaleniem...

Ruiny grozy

powrót

KUCHARY


Elżbieta Pawlikowska

Wrocławianin, którego dotąd nikt w Kucharach nie widział, kupił budynki popegeerowskie od Agencji Nieruchomości Rolnych. Trudno zresztą nazwać budynkami to, co kupił, właściwsze i bliższe prawdy jest określenie - ruiny.

Wieża stoi chyba tylko na słowo honoru

Ich stan techniczny zaniepokoił sołtysa Dorotę Rzeszowską. Oczami wyobraźni widziała, jak ściany zrujnowanych budynków walą się na bawiące się w pobliżu dzieci. Codziennie modliła się z bijącym sercem, żeby nikomu nic się nie stało. W końcu nie wytrzymała i 24 lutego ubiegłego roku napisała w tej sprawie pismo do Marka Chudego - wójta gminy Domaniów, prosząc o zabezpieczenie budynków. Podkreśliła, że grożą katastrofą budowlaną, że stanowią niebezpieczeństwo. Kilka dni później, inspektor ds. budownictwa i gospodarki komunalnej domaniowskiego Urzędu Gminy przekazał sprawę do nadzoru budowlanego przy oławskim Starostwie Powiatowym. Pełniąca funkcję powiatowego inspektora nadzoru budowlanego Elżbieta Pawlikowska wszczęła postępowanie administracyjne. Na początku kwietnia 2004 przeprowadziła wizję lokalną, jednak właściciel nieruchomości nie pojawił się. - Wydaliśmy nakaz zabezpieczenia obiektów, które grożą katastrofą budowlaną - mówi inspektor Pawlikowska. - Decyzję wysłaliśmy kilkakrotnie, ale adresat nie odbiera korespondencji. Wysyłamy kolejny nakaz zabezpieczenia obiektów, a jeśli i tym razem właściciel nie odbierze przesyłki, to skierujemy sprawę do prokuratury, zarzucając uchylanie się od obowiązków i utrudnianie postępowania. Z naszego doświadczenia wynika, że kiedy sprawa trafia do prokuratury, to natychmiast właściciel chce z nami współpracować.

Dorota Rzeszowska nie rozumie, dlaczego właściciel bezkarnie naraża zdrowie i życie innych na niebezpieczeństwo. - Po co to kupił? - zastanawia się pani sołtys.

- Wszystko niszczeje i porasta chaszczami, pole wydzierżawił, a my mamy kłopot, bo codziennie drżymy o nasze dzieci.

Kuchary nie mają świetlicy, placu zabaw lub innego miejsca, gdzie mogą przebywać dzieci i młodzież. Ruiny zachęcają do spotkań i harców. Do czasu, aż zdarzy się nieszczęście...

Tekst i fot.: Wiola Łabuńska