W czwartek 24 listopada po długiej i ciężkiej chorobie zmarła Barbara Szlachetka - supermaratonka z Jelcza-Laskowic

To nie koniec jej biegu

powrót

HAMBURG/JELCZ-LASKOWICE


Basia na mecie maratonu w Jelczu-Laskowicach

- To będzie mój najtrudniejszy bieg, ale go wygram - mówiła nam Barbara Szlachetka kilka tygodni przed śmiercią. - Nie mogę się poddać! Na pewno nie zejdę z trasy! Słowa dotrzymała. Z trasy nie zeszła, choć rak ją pokonał. Ale to nie koniec biegu. Teraz Basia biegnie gdzieś tam, po drugiej stronie...

Do końca wierzyłem, że ta wiadomość nie nadejdzie. Broniłem się przed nią, licząc na cud. Pamiętam, że kiedy w lipcu ubiegłego roku dowiedziałem się o jej chorobie, nie mogłem w to uwierzyć. Przecież jeszcze dwa miesiące wcześniej rozmawialiśmy na mecie jelczańskiego maratonu - jej maratonu, bo to właśnie z myślą o niej zorganizowano pierwszomajowy bieg w J-L. Mówiła wtedy: - Wiesz, dla mnie te 42 kilometry, to taka rozgrzewka. Jutro startuję w Niemczech na 100 kilometrów, ale dzisiaj byłam gospodynią, nie mogłam nikogo zawieść i bardzo chciałam pobiec.

Miała tyle planów, a tu diagnoza lekarska brzmiąca jak wyrok - nowotwór jelita grubego. Kilka dni później odzyskaliśmy wiarę w zwycięstwo nad chorobą. Basia miała wesoły głos w telefonicznej rozmowie: - To będzie mój najtrudniejszy bieg, ale go wygram. Nie mogę się poddać, na pewno nie zejdę z trasy! Zamorduję tego raka! Mam tylu przyjaciół, nie mogę sprawić im zawodu...

Kto ją znał, ten wiedział, że nie rzuca słów na wiatr. W dzieciństwie miała niedowład nóg, nie było mowy o chodzeniu, a co dopiero o bieganiu. Wróciła jednak do normalnego życia. W 1997 roku jeden z przyjaciół namówił ją na przebiegnięcie maratonu - mitycznego dystansu w lekkiej atletyce. Tak narodziła się nowa miłość - do biegania. Gdy na mecie inni padali z wyczerpania, ona była gotowa do wyruszenia na nową trasę. W ciągu roku przebiegła 52 maratony (średnio jeden na tydzień), za co po raz pierwszy trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa. Okazało się, że ma fenomenalną wytrzymałość i kondycję fizyczną. Zainteresowali się nią pracownicy katowickiej Akademii Wychowania Fizycznego. Zwykłe maratony przestały jej wystarczać. - Basia rozkręca się dopiero po 50. kilometrze - żartowano w środowisku biegaczy. To rzeczywiście była prawda. Chciała spróbować ultramaratonów - ekstremalnie trudnych i długich biegów. Dla zwykłego śmiertelnika dystans 100 km jest długi nawet gdy myśli o przejechaniu go samochodem. Tymczasem Basia z uśmiechem na ustach pokonywała większe odległości. Ultramaraton - nie ma sprawy. Bieg 24 godzinny - proszę bardzo.

W 1999 roku została rekordzistką Polski w biegu 48-godzinnym - w dwie doby przebiegła ponad 251 km. Pobijała następne rekordy, przesuwając je coraz bardziej poza teoretyczną granicę ludzkich możliwości. Do niej należą rekordy Polski we wszystkich biegach wielogodzinnych (od 12 do 72 godzin). Zaczęto o niej mówić „pożeraczka rekordów”.

Biegała w różnych warunkach. W 2002 roku ukończyła maraton rozgrywany pod ziemią - w kopalniach górskich Harzu. Potem był maraton po pustyni, na Saharze i bieg 100-kilometrowy w Egipcie, rozgrywany u podnóża piramid. Z trzydziestu ośmiu startujących, ten bieg ukończyło tylko jedenastu. Basia oczywiście też - była czwarta.

Najbardziej niesamowite jest to, że po takim wysiłku zaledwie cztery dni później przebiegła maraton w Grecji. We wrześniu 2003 spełniło się jej największe marzenie. Wzięła udział w prestiżowym „Spartatlonie” - biegu rozgrywanym dla uczczenia pierwszego maratończyka - Filipidesa. Trasę 246 kilometrów z Aten do Sparty pokonała w 31 godzin i zajęła trzecie miejsce wśród kobiet.

Potem były kolejne sukcesy - międzynarodowe mistrzostwa Niemiec w biegu 24-godzinnym, a także rekord Europy w biegu 48- godzinnym. Basia przebiegła ponad 348 km i osiągnęła drugi wynik światowy w historii. Do rekordu świata zabrakło jej 11 kilometrów. W lipcu 2004 miała go pobić, ale właśnie wtedy zaatakował ją nowotwór...

Leczono ją w Hamburgu w klinice jej przyjaciela doktora Christiana Hotassa, też ultramaratończyka. Mimo choroby nadal chciała biegać: - Wszyscy myślą, że ja się przemęczam, ale ja żyję dzięki bieganiu - odpowiadała, gdy pytano, dlaczego - mimo ciężkiej choroby - nadal startuje w maratonach. Wzorem był dla niej Lance Armstrong - wybitny kolarz, który wygrał walkę z rakiem i wrócił w wielkim stylu do sportu. Napisała do niego. Amerykanin odpisał listem pełnym ciepła. Wierzyła, że przekazał jej siłę do walki z chorobą...

BARBARA SZLACHETKA

Ukończyła ponad 300 maratonów i 54 ultramaratony
351 biegów w Europie, 2 w Ameryce Północnej i 2 w Afryce. 10 maratonów podziemnych, 1 maraton całkowicie na bieżni mechanicznej. Przebiegła 16.767,996 km, co daje przeciętnie 54,265 km na bieg
Zajmuje I miejsce wśród wszystkich polskich “zbieraczy maratonów”

Rekordy:

Rekord Polski w biegu 12-godzinnym (łączny i uliczny): 118,085 km (Ruda Ślaska/POL, 25.04.2004)
Rekord Europy w biegu 48-godzinnym (uliczny), rekord Polski w biegu 48-godzinnym (łączny i uliczny): 348,915 km (Kolonia, 11-13.07.2003)
Rekord Polski w biegu 24-godzinnym (łączny i uliczny): 211,990 km (Scharnebeck,14-15.06.2003)
Rekord Polski w biegu 6-godzinnym (bieżnia): 64,507 km (Amelinghausen, 15.06.2002)
Rekord Polski w biegu 12-godzinnym (łączny i bieżnia): 203,403 km (Verona/ITA, 22-23.09.2001)
Rekord Polski kobiet w biegu 24-godzinnym (łączny i uliczny): 202,0186 km Apeldoorn//NED, 25.-26.5.2001)
Rekord Polski kobiet w biegu 48-godzinnym (łączny i halowy): 315,948 km (Brno/CZ, 23-25.3.2001)
Rekord Polski kobiet w biegu 48-godzinnym (łączny i bieżnia): 304,400 km (Dallas/Texas/USA, 24-26.11.2000)
Rekord Polski kobiet w biegu 72-godzinnym (łączny i uliczny): 404,576 km (Deventer/NED, 29.6.-2.7.2000)
Rekord Polski kobiet w biegu 48-godzinnym (łączny i uliczny): 286,741 km (Deventer/NED, 29.6.-1.7.2000 rekord ustanowiony podczas biegu 72-godzinnego!)
Rekord świata w kategorii W40 w 48-godzinnym biegu halowym: 284,053 km (Brno/CZE, 17-19.3.2000)
“Rekord Guinnessa za pierwsze 100 maratonów osiągnięte w jak najkrótszym czasie“: 1 rok, 11miesięcy i 9 dni (15.11.1997 - 24.10. 1999)
Rekord Polski kobiet w biegu 48-godzinnym (łączny i uliczny): 251,216 km (Kolonia, 9-11.7.99)
“Rekord Guinnessa za największą liczbę maratonów ukończonych w rok od przebiegnięcia pierwszego w maratonu w życiu“ (w tym wypadku od pierwszego startu maratońskiego 15.11.1997 do 14.11.1998): 52 Maratony (bądź ultramaratony)
Rekord Europy w 48-godzinnym biegu ulicznym, 348,915 km (Köln, 11-13.07.2003) to zarazem drugi czas w historii w tej konkurencji

Sukcesy:

Międzynarodowa mistrzyni Niemiec (oraz mistrzyni Niemiec w kategorii W45) w biegu 24-godzinnym w 2003 (Scharnebeck) -211,990 km,
3. miejsce wśrod kobiet w Spartathlonie 2003(Ateny - Sparta, 246,5 km),
3. miejsce w IAU World Cup 48 Hours indoor 2001 (Brno/CZE ) - 315,948 km,
3. miejsce w Mistrzostwach Świata IAU w biegu 48-godzinnym 2000 (Brno/CZE) - 284,053 km,
5. miejsce w Mistrzostwach Europy IAU- w biegu 24-godzinnym 2001 (Apeldoorn/NED) - 202,083 km,
11. miejsce w Mistrzostwach Świata IAU w biegu 24-godzinnym na bieżni 2001 (Verona/ITA) - 203,403 km,
Zwyciężczyni wśród kobiet i 4. miejsce w klasyfikacji łącznej w Ultracentric 48 Hour Track Race 2000 (Dallas/USA) - 304,0 km
Mistrzyni Niemiec w kategorii W40 w biegu 24-godzinnym 1998 (Scharnebeck) -152,119
3. miejsce wśród kobiet w Mistrzostwach Północnych Niemiec w biegu na 100 km, 1998 (Neuwittenbek) -9:55:24
Mistrzyni maratonu wrocławskiego 2001 (Wrocław) - 4:09:39
Mistrzyni maratonu wrocławskiego 2000 (Wroclaw) - 4:07:04
Dwukrotna zwyciężczyni Maratonu Jelczańskiego
1. miejsce w hamburskich mistrzostwach w biegu na 100 km 1998 (Neuwittenbek)
Wicemistrzyni maratonu hamburskiego w kategorii W40, 2000 (Hamburg) 3:47:51
Puchar Niemiec w biegu na 50 km (DUV) 1998: 4. miejsce w klasyfikacji łącznej i 1. miejsce w kategorii W40

Z całego świata płynęły do niej słowa otuchy. - Nie poddam się, po prostu nie mogę! - mówiła. W trakcie zmagań ze śmiertelną chorobą ukończyła maratony w Irlandii, w Niemczech, na Węgrzech i w Stambule. Obserwując jej walkę z rakiem, wydawało się, że jest w stanie pokonać i tę przeszkodę. Nowy Rok powitała w Trzebnicy, biorąc udział wspólnie z bliskimi w tradycyjnym biegu sylwestrowym. Kilka dni później miała kolejną operację w hamburskiej klinice. Niestety, wiadomości nie były dobre. Lekarze stwierdzili przerzuty na otrzewną. - Walczę dalej, chcę żyć! Nie umrę! Nie opuszczę was! - pisała do nas pocztą elektroniczną z Hamburga.

W maju tego roku jak zwykle ukończyła „swój” jelczański maraton. Na metę wbiegła uśmiechnięta, trzymając się za ręce ze swoją córką Kasią, ale było już widać, jak wiele wysiłku kosztuje ją walka z chorobą. W lipcu jeszcze raz wszystkich zaskoczyła. Przebiegła pierwszy w historii maraton po dnie Morza Bałtyckiego. Miała wspaniałe plany. - Chcemy zorganizować maraton w ogrodach papieskich. Jest też szansa na bieg w największym pasażerskim samolocie na świecie - to dopiero będzie wyczyn! - mówiła nam jeszcze tak niedawno, na początku sierpnia...

Niestety, dziś już wiemy, że nie zdążyła zrealizować tych marzeń. W niedzielę 20 listopada przyszedł kolejny kryzys. Wycieńczony organizm już go nie przetrzymał. W czwartek 24 listopada o godzinie 11.41 Barbara Szlachetka odeszła...

Wolę myśleć, że wciąż biegnie - tylko na innej trasie. Widocznie tam na górze potrzebują maratończyków, a trasy w niebie muszą być piękne i bezkresne...

Łukasz Dudkowski
lukasz@gazeta.olawa.pl