Bezpośrednie wybory wójta gminy O. przeprowadzono 26 października 2002. Żadnemu z szóstki kandydujących na ten urząd nie udało się zdobyć wystarczającej liczby głosów, by od razu objąć stanowisko szefa gminy. Potrzebna była druga tura wyborów. Przeszli do niej zwycięzca pierwszej tury - Dariusz Żuraw, popierany przez Komitet Wyborczy Wyborców “ Gmina dla Was”, który zdobył 2011 głosów (35,28%) oraz dotychczasowy wójt gminy - Jan K., wspierany przez Komitet Wyborczy Zrzeszenia LZS, na którego głosowało 1672 wyborców (29,33%). Przeprowadzona 10 listopada 2002 druga tura była jeszcze bardziej zacięta. Zwycięzcą został Jan K., który był tylko o 68 głosów lepszy od Dariusza Żurawia.
Jeden sąd oddala...
Tuż po drugiej turze wyborów rozeszły się pogłoski o sprzedawaniu w kilku wsiach gminy O. głosów za wódkę czy piwo. Przedstawiciele Dariusza Żurawia zgłosili więc do Sądu Okręgowego we Wrocławiu protest wyborczy. Nie został on jednak przyjęty. Nie pomogły też apelacje, ani wnioski o wznowienie postępowania. Istotne dla takiego właśnie rozstrzygnięcia było to, że w żadnej z ośmiu gminnych komisji obwodowych, w których przeprowadzano głosowanie, mężowie zaufania Dariusza Żurawia nie wnieśli do protokołów zastrzeżeń. Ostatecznie w czerwcu 2003 Sąd Okręgowy definitywnie oddalił wszelkie skargi wyborcze zwolenników Dariusza Żurawia. Inaczej postąpiła natomiast oławska Prokuratura Rejonowa, do której zawiadomienie o przestępstwie wyborczym złożyli w grudniu 2003 Mirosław Kulesza i Stanisław Korsan - przedstawiciele Komitetu Wyborczego“ Gmina dla Was”. Pierwszy z nich był w poprzedniej kadencji zastępcą wójta Jana K., a drugi - przewodniczącym Rady Gminy. - O tym, że rywal naszego kandydata kupował głosy za alkohol, wiedzieliśmy już w dniu wyborów, ale wówczas nie potrafiliśmy jeszcze tego udowodnić i dlatego nie zgłosiliśmy protestu bezpośrednio do protokołów w poszczególnych komisjach obwodowych - tłumaczy Kulesza. - Dopiero później znaleźliśmy świadków, którzy potwierdzili, że słyszeli i widzieli, jak mieszkaniec Stanowic Bogdan Gołąb proponował Janowi K., że pomoże mu w wyborach, tylko potrzebuje na to pieniędzy - “aby zgarnąć pijaków” - jak miał się wyrazić. Potem wielu osobom opowiadał, że wójt dał mu tysiąc złotych na alkohol, za który trzeba było kupić wyborcze głosy.
Jan K. od pierwszych chwil zaprzeczał, że angażował się w kupowanie głosów za alkohol:
- Skoro mówią, że rozdawałem wódkę w Stanowicach, to dlaczego przegrałem w tym okręgu aż 250 głosami? - pytał retorycznie na naszych łamach.
Drugi skazuje...
Oławska prokuratura nie dała jednak wiary Janowi K. i postawiła mu zarzut nakłaniania do głosowania na niego. Zarzuty postawiono także Bogdanowi Gołąbowi, gdyż - zdaniem prokuratury - przyjął on od Jana K. pieniądze na kupno alkoholu, za który zdobywał obietnice głosowania na wójta.
Akt oskarżenia trafił do Sądu Rejonowego w Oławie wczesną wiosną 2003, ale pierwsza rozprawa odbyła się dopiero pod koniec lipca, gdyż Bogdan Gołąb pod różnymi pretekstami skutecznie unikał sądu. Pomogło dopiero jego tymczasowe aresztowanie. Prokurator odczytał akt oskarżenia i pierwsze wyjaśnienia złożyli obwinieni. Obaj nie przyznali się do winy. Jan K. stwierdził, że cała ta “afera alkoholowa” to zwykły odwet tych, którzy w wyniku jego zwycięstwa zostali całkowicie odsunięci od władzy w gminie.
- Moi byli koledzy, z którymi współpracowałem w poprzedniej kadencji, szantażowali mnie, że jeśli nie zgodzę się na to, żeby były przewodniczący Rady Gminy nadal pełnił swoją funkcję, a mój były zastępca przejął kierowanie zakładem komunalnym, to mnie załatwią, i jak widać - załatwiają!
Wójt zaprzeczał też bliższej znajomości z Bogdanem Gołąbem: - Spotkałem go raz, czy dwa razy na meczu w Marcinkowicach - mówił.
Bogdan Gołąb też nie przyznał się do współdziałania z Janem K.: - Angażowałem się w wybory tylko w I turze. Pomagałem Henrykowi D., który kandydował na radnego. Gołąb zeznał, że towarzyszył Henrykowi D. w dokonaniu zakupu dwóch kartonów wódki i dwóch kartonów szampana w jednym z oławskich marketów, potem zawiózł do jednego z mieszkańców Marcinkowic i to on miał namawiać tamtejszych wyborców do głosowania na Henryka D., ale nie na wójta K.
Sąd nie dał jednak wiary obu oskarżonym. Po zmianie przepisów kpk przekazano sprawę z Wydziału Karnego do Sądu Grodzkiego, który 9 września 2003 w trybie nakazowym - bez przeprowadzenia rozprawy - uznał Jana K. winnym tego, że w trakcie kampanii wyborczej do samorządów pozyskiwał głosy za alkohol. Jan K. został ukarany grzywną w wysokości 5 tys. zł. Zdaniem sądu, winnym był również Bogdan Gołąb. Jego też ukarano grzywną w wysokości 5 tys. zł.
Apiat od nowa!
Obaj oskarżeni o matactwa wyborcze nie pogodzili się z sądowym postanowieniem i za pomocą adwokatów zgłosili sprzeciw. To spowodowało, że sprawa ponownie trafiła na wokandę Sądu Grodzkiego. Pierwsza nowa rozprawa odbyła się 3 grudnia 2003, a ostatnia - prawie dokładnie rok później, 6 grudnia 2004. Proces miał różny przebieg, nie brakowało dramatycznych momentów. W lipcu tego roku zmarł nagle jeden z dwójki oskarżonych Bogdan Gołąb. Sprawa przeciwko niemu została więc umorzona.
Świadek koronny Henryk D.
W trakcie trwania nowego procesu sąd przesłuchał wielu świadków, w tym także osoby, które nie uczestniczyły bezpośrednio w kampanii wyborczej z jesieni 2002. Najistotniejsze dla późniejszego rozstrzygnięcia okazały się jednak zeznania Henryka D. On właśnie był głównym świadkiem oskarżenia. Początkowo nie chciał zeznawać przed sądem. Mówił że był ofiarą dwóch bandyckich napadów, z których przynajmniej jeden mógł mieć związek ze sprawą wójta K.: - Gdy zbliżał się dzień rozprawy, na której miałem być przesłuchiwany, ktoś rzucał kamieniami w okna mojego domu, podjeżdżały do mnie dziwnie wyglądające samochody - mówił przed sądem Henryk D. Ostatecznie jednak, gdy jego zeznaniom przysłuchiwał się biegły psychiatra, szczegółowo opisał wszystkie wydarzenia z kampanii wyborczej 2002. Podał miejsce i określił z prawie minutową dokładnością okoliczności zakupu alkoholu, którego dokonał wspólnie z Bogdanem Gołąbem w jednym z oławskich marketów. Gdy po wielu trudach dotarły wreszcie do sądu wydruki z kasy fiskalnej tego sklepu, zeznania Henryka D. zdecydowanie się uwiarygodniły. W trakcie prowadzonego postępowania policjanci znaleźli w domu Bogdana Gołąba pusty karton po wódce - dokładnie tego gatunku, o którym mówił świadek D. Powiedział też, że w momencie zakupów karton nie był w całości wypełniony. Na jednej z rozpraw sąd dokonał oględzin kartonu i stwierdził, że mieści się w nim 12 butelek wódki. Wydruk z kasy fiskalnej potwierdzał zakup 10 butelek. To był więc dodatkowy argument, który potwierdził prawdziwość zeznań Henryka D.
Sąd dał wiarę także kilku innym świadkom ze Stanowic, którzy potwierdzili, że w okresie kampanii wyborczej, tuż przed drugą turą wyborów na wójta oraz w dniu tych wyborów, Bogdan Gołąb rozdawał wódkę, piwo i szampan w imieniu Jana K. Widziano też u Gołąba banknoty stuzłotowe, co nie było rzeczą codzienną, bo jak powiedziała jedna z zeznających kobiet “Gołąb nigdy groszem nie śmierdział, był wiejskim parobkiem, utrzymującym się z pracy dorywczej”.
Ostatnie słowa
6 grudnia tego roku sąd zakończył proces. Prokurator Henryk Pieńkowski odczytał akt oskarżenia, w którym domagał się uznania Jana K. winnym zarzucanych czynów i przykładnego ukarania. - Ten, kto chce być politykiem i sprawować władzę, musi ją zdobyć uczciwie - argumentował prokurator, podkreślając, że zgromadzone w trakcie postępowania dowody bezwzględnie obciążają Jana K. Innego zdania był adwokat oskarżonego wójta, Stanisław Legięć. Powoływał się na wcześniejsze rozstrzygnięcia Sądu Okręgowego we Wrocławiu, który skutecznie oddalił wszelkie protesty wyborcze przeciwników wójta K. Mówił o małej wiarygodności Bogdana Gołąba oraz świadka Henryka D. Przypomniał, że D. był kiedyś ukarany przez sąd za fałszowanie urzędowych dokumentów. Zauważył rozbieżności i niespójność w zeznaniach wielu innych świadków oskarżenia. Na koniec wniósł o uniewinnienie wójta. O to samo poprosił oskarżony, a szerzej tego nie uzasadnił, bo bał się, że jeszcze powie o jedno zdanie za dużo.
Drugi wyrok
Prowadząca sprawę sędzia Sądu Grodzkiego Dorota Grzywacz ogłosiła wyrok 9 grudnia. Uznała w nim, że Jan K., walcząc w 2002 roku o stanowisko wójta gminy, pozyskał część głosów niezgodnie z prawem, za darmowo rozdawany alkohol. W dodatku nie tylko czynnie uczestniczył w przestępczym procederze, ale był głównym jego organizatorem. W stosunku do poprzedniego wyroku, teraz za tzw. “sprawstwo kierownicze” sąd podwyższył Janowi K. karę grzywny z 5 do 7 tys. zł i obciążył go kosztami procesu w wysokości 700 zł.
Wyrok nie jest prawomocny. We wtorek 14 grudnia mecenas Stanisław Legięć złożył wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku, co oznacza, że zamierza go zaskarżyć do Sądu Okręgowego we Wrocławiu.
Krzysztof A. Trybulski