Wycinką drzew w Oławie zajmuje się od lat Zakład Robót Drogowych i Zieleni Miejskiej. Dotychczas nikt tak naprawdę nie interesował się, co się dzieje z drewnem. Krążyły różne pogłoski, ale publicznie nie padły żadne pytania. Aż do sesji 29 listopada, kiedy niewygodne pytania odważyła się zadać radna SLD Teresa Prask

Drzewa wyparowały?!

powrót

OŁAWA


Wśród ściętych drzew były i takie, o średnicy co najmniej metra - pokazuje Piotr Łuciw ze Starostwa Powiatowego

Na wniosek burmistrza Franciszka Października z 20 października, Starostwo Powiatowe wydało 4 listopada pozwolenie na wycinkę drzew i krzewów przy ul. Ofiar Katynia, gdzie przygotowuje się teren na potrzeby szwedzkiej firmy Electrolux. Zgodnie z tą decyzją, właściciel gruntu - czyli gmina miejska Oława - miał wyciąć 220 drzew oraz krzewy z powierzchni 1000 m kw. W zamian, do 4 listopada 2007, musi nasadzić 220 drzew i 200 krzewów. Gdyby miasto nie wywiązało się z tego zobowiązania, będzie zmuszone wnieść opłatę na powiatowy fundusz ochrony środowiska w wysokości ponad 1.5 mln zł.

Burmistrz Franciszek Październik zlecił wycięcie drzew Miejskiemu Zakładowi Robót Drogowych i Zieleni, którym od ponad 10 lat kieruje Roman Żarowski. Przez te wszystkie lata właśnie ten zakład dokonywał przycinki i wycinki miejskich drzew oraz krzewów. Gdzie i na jakich zasadach trafiało drewno? - o tym nie mówiło się publicznie. Z informacji zebranych w Urzędzie Miejskim wynika, że drewno było rozdysponowywane uznaniowo przez burmistrza. Podobno najczęściej trafiało do oławskich kotłowni, albo do mniej zamożnych oławian.

Prask domaga się prawdy

Radna Teresa Prask zainteresowała się wycinką drzew i krzewów przy ul. Ofiar Katynia, na wniosek oburzonego oławianina, który podjechał wózeczkiem na teren wycinki i poprosił o trochę drewna. Kiedy został przegoniony, rozżalony poskarżył się radnej i bomba wybuchła...

Na sesji Rady Miejskiej Teresa Prask poprosiła burmistrza o wyjaśnienie, gdzie podziało się drewno. - Na terenie podstrefy ekonomicznej, w ramach przygotowań infrastruktury pod inwestycję, wycięto drzewa, głównie graby, buki i inne - mówiła radna. - Drewno to oszacowane zostało jako opałowe. Drzew tych było dużo. Z pobieżnych szacunków około 300 do 400 kubików. Z wiadomych mi źródeł, drewno zostało przeznaczone dla OCKF, m.in. do kotłowni na stadionie. Tymczasem na teren strefy zajechały samochody ciężarowe z rejestracją opolską i drewno zostało wywiezione poza Oławę. Zatem mam następujące pytania: co się stało z drzewem z tej strefy, dlaczego było wywożone przez samochody z rejestracją opolską, dlaczego drzewo to, zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, nie trafiło do OCKF, do kotłowni na stadion. Wiem, że do kotłowni na stadionie trafiła jedna przyczepa ciągnikowa drzewa, i to wyciętego sprzed budynku Banku Spółdzielczego.

Gdzie są te drzewa?

- aby na to proste pytanie odpowiedzieć, dyrektor Zakładu Robót Drogowych i Zieleni ROMAN ŻAROWSKI żąda czasu i pytań na piśmie

Prask zarzuciła burmistrza pytaniami. Chciała wiedzieć, czy drewno zostało sprzedane, a jeśli tak, to komu i za jaką kwotę? Czy zyski z tej sprzedaży były na tyle opłacalne i znacznie wzbogaciły budżet miasta, że nieopłacalne stało się przeznaczenie drewna do kotłowni, albo dla potrzebujących oławian? Kto był osobiście odpowiedzialny za wycinkę drzew i dystrybucję?

- Proszę o rzetelną informację na ten temat, również na piśmie - wniosła radna.

Wersję Teresy Prask przynajmniej częściowo potwierdza dyrektor OCKF Maria Słupska. Na teren OCKF zwieziono zaledwie kilka przyczep z dużymi kawałkami drewna, które po przycięciu nadawały się wyłącznie do palenia w kotłowni. Z całą pewnością nie mogło to być kilkaset drzew.

I cisza...

Ponieważ na sesjach miejskich Roman Żarowski jest rzadkim gościem - w przeciwieństwie do innych kierowników jednostek organizacyjnych - przewodniczący RM nie mógł od razu poprosić go o wyjaśnienie wątpliwości radnej Prask. W kilku słowach próbował nakreślić sprawę burmistrz Franciszek Październik:

Zdaniem Radnego

Eugeniusz Engel twierdzi, że jeśli wywóz drewna z ul. Ofiar Katynia okaże się zwykłą kradzieżą, a drewno rzeczywiście nie dotarło do OCKF, to nie będzie jedynym radnym, oczekującym od burmistrza zwolnienia dyrektora Robót Drogowych i Zieleni Miejskiej. - Do dziś nie wiem, jak potoczyła się sprawa w związku z ordynarnym odniesieniem się pana Żarowskiego do radnych miejskich, podczas posiedzenia Komisji Gospodarki Komunalnej, Mieszkaniowej i Ochrony Środowiska - mówi Engel. - Burmistrz Franciszek Październik zobowiązał się na sesji Rady Miejskiej, że wyjaśni sprawę i powiadomi Radę Miejską. Tymczasem do dziś o tym nie wspomniał.

Według radnego, Komisja Gospodarki Komunalnej, Mieszkaniowe i Ochrony Środowiska już dawno negatywnie oceniała pracę zakładu kierowanego przez Romana Żarowskiego. Engel przypomina, że kilka miesięcy temu burmistrz zobowiązał się publicznie do rozpoczęcia procesu likwidacji tego zakładu, z dniem 1 października 2004. - A obecnie osobiście chwali ten zakład budżetowy, jako przydatną i potrzebną mu jednostkę, pomocną przy realizacji prac przygotowawczych dla podstrefy oraz przy prowadzeniu remontów dróg miejskich - mówi Engel.

- Nie było żadnej mojej zgody na sprzedaż drewna. Naczelnik Wydziału Gospodarki Komunalnej przekazał mi, że nie było żadnej informacji, albo podania w tej sprawie. Decyzja była jedna, wszystko na opał na stadion w Oławie. Powołam dwuosobowy zespół do sprawdzenia, żeby rozliczyli, gdzie w całości drzewo jest. Co do samochodu z rejestracją opolską, to mi tylko tyle wiadomo, że pan Żarowski nie ma jako takich samochodów, a że współpracuje dość dobrze z panem M. z Brzegu, z województwa opolskiego. Mogą to być samochody właśnie tego podmiotu gospodarczego, a na pewno mają one rejestrację opolską. W tej chwili nic więcej w tej sprawie nie powiem.

Przez kolejne dni burmistrz konsekwentnie unikał odpowiedzi na nasze pytania. Mimo licznych prób, nie znalazł czasu choćby na rozmowę telefoniczną. W imieniu szefa, sekretarz miasta Ewa Szczepanik odmówiła podania składu powołanej komisji. Udzielenia informacji odmówił również kierownik MZRDiZ Roman Żarowski, choć wcześniej zaprosił nas na rozmowę.

- Proszę zadawać pytania, my zanotujemy, a odpowiedź dostanie pani na piśmie - usłyszałam. Kiedy?

- Dosyć szybko - odpowiedział Żarowski. Co to znaczy według pana kierownika? - No tak, żeby napisać... i dostarczyć.

Wiola Łabuńska