Stanisław G. zmarł w nocy z 30 na 31 października, w baraku przy pl. Partyzantów w Jelczu-Laskowicach. Z ustaleń policji wynika, że przyczyną śmierci było brutalne pobicie. Podejrzewany jest czternastoletni uczeń z Jelcza-Laskowic. Chłopak nie przyznaje się do winy

Śmierć w baraku

powrót

JELCZ-LASKOWICE


- Tej soboty wypiliśmy trochę wina i denaturatu - opowiada Henryk z Jelcza-Laskowic.- Zasnąłem, zawsze spałem w fotelu. Światło było zgaszone. Nagle usłyszałem łomot, ktoś kogoś bił. Ocknąłem się. Staszek leżał między wersalką a szafą. Wziąłem go za nogę, ale był zimny. Wyszedłem na korytarz, szukając pomocy. Przyszedł Jasio, podłożył mu lusterko pod usta i powiedział, że nie ma pary. Potem poszedł na policję...

Tej soboty, mieszkańcy i bywalcy baraku przy pl. Partyzantów nie żałowali sobie mocnych trunków, także denaturatu. 54-letni Stanisław G. miał tam lokal socjalny. Od kilku tygodni mieszkał z nim Henryk D. Razem gotowali, jedli, pili alkohol. Henryk D. jest wstrząśnięty tym, co się stało. Podobnie, jak inni bezdomni mężczyźni, którzy tej feralnej nocy przebywali w baraku. - Drzwi zostały wyłamane, ktoś założył mi poduszkę na głowę - opowiada współlokator zmarłego. - Usłyszałem wielki łomot. Poleciały na nas szafki i wieszaki. Potem Stasio już był zimny.

Jeden z koczujących w baraku bezdomnych, poszedł do Komisariatu Policji w Jelczu-Laskowicach i zawiadomił o śmierci kolegi.

Jeden bił, inni patrzyli?

Z ustaleń policjantów z Komisariatu Policji w J-L wynika, że do lokalu, w którym spał Stanisław G., wbiegło kilka nieletnich osób - chłopców i dziewczyn. Jedna osoba pobiła Stanisława G. Doznał rozległych obrażeń ciała, które w późniejszym czasie spowodowały zgon. Prokurator zadecydował o przeprowadzeniu sekcji zwłok. - Nasze ustalenia jednoznacznie wskazują, że sprawcą pobicia była jedna osoba - 14-latek z Jelcza-Laskowic, który nie przyznaje się do winy - mówi nadinsp. Arkadiusz Domagała - komendant KP w J-L. - Pozostałe osoby przyglądały się, jak chłopak bije i kopie mężczyznę. Później wszyscy uciekli.

Wraz z chłopakiem, podejrzanym o pobicie ze skutkiem śmiertelnym, było w baraku kilku nieletnich (13 - 14 latków) oraz bezdomnych pod wpływem alkoholu.

Palą trawę, dokuczają

Klimat i otoczenie wokół baraku nie są najlepsze. Jesienią i zimą zbierają się w nim bezdomni i amatorzy nocnych trunków. W baraku jest ciepło. Śpią na korytarzu, wszędzie jest brudno i śmierdzi. Mężczyźni opowiadają, że często nachodzili ich młodzi ludzie, szczególnie w nocy. Czasami zabierali im drobne pieniądze albo papierosy. Dokuczali im, wybijali szyby w oknach. Strach było wejść do baraku. - Nieraz siedzieli na studni obok baraku, palili jakieś skręty, trawkę - opowiada bezdomny. - Byłem w drugim pomieszczeniu, ale wypiłem tyle, że niewiele słyszałem.

- Ilu mężczyzn tu mieszka?

- Mieszka, ilu chce, awantury były tu często, a policja częściej przyjeżdżała w dzień, choć w nocy jest szczególnie niebezpiecznie.

Koledzy wspominają zmarłego dobrze. - Jak wziął rentę, to ugotował dla wszystkich - mówi jeden z nich.

- Jak miał coś do wypicia, to się podzielił - dodaje inny.

Stanisława G. już nie ma, ale jego kumple zostali. Siedzą w pomieszczeniach baraku na szmatach, tekturach. Pokazują nam lokal, w którym mieszkał zmarły. Wszystko rozbebeszone, porozwalane. Zastanawiają się, co będzie dalej, komentują to, co się stało. - Przychodzą tu bandy, nawet kilkanaście osób. Gdzie mamy iść?

Nie przyznaje się

Sprawa trafiła do Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Oławie. Chłopak, podejrzany o pobicie ze skutkiem śmiertelnym, nie przyznaje się do popełnienia tego czynu. Wskazuje na inną osobę, zapewniając, że w ogóle nie wchodził do pomieszczenia, w którym zmarł Stanisław G. Przebywał w policyjnej izbie dziecka, ma trafić do schroniska dla nieletnich w Świdnicy. - Chłopcu grozi pobyt w poprawczaku - mówi Ewa Kutera, przewodnicząca Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Oławie. - Zgodnie z ustawą o postępowaniu w sprawach nieletnich, ponieważ skończył 13 lat, będzie odpowiadał za czyn karalny. Przebywając w schronisku dla nieletnich, będzie diagnozowany przez psychologów, psychiatrów i pedagogów.

Sprawa jest trudna dowodowo, ponieważ większość świadków to dzieci w wieku 13 - 14 lat. Sytuacja jest trudna także dla nich. Nieznany jest motyw pobicia Stanisława G. Niewykluczone, że już wcześniej młodzież dokuczała jemu i innym mężczyznom z baraku. Czternastolatek miał zeznać, że wyszedł z domu szukać kolegi. Do reszty nie przyznaje się.

Tekst i fot.: Monika Gałuszka-Sucharska