|
|
Stanisław G. zmarł w nocy z 30 na 31 października,
w baraku przy pl. Partyzantów w Jelczu-Laskowicach. Z ustaleń policji wynika, że przyczyną śmierci było brutalne pobicie. Podejrzewany jest czternastoletni uczeń z Jelcza-Laskowic. Chłopak nie przyznaje się
do winy |
| Śmierć w baraku |
|
JELCZ-LASKOWICE |
|
- Tej soboty wypiliśmy trochę wina i denaturatu - opowiada Henryk z Jelcza-Laskowic.- Zasnąłem, zawsze spałem w fotelu. Światło było zgaszone. Nagle usłyszałem łomot, ktoś kogoś bił. Ocknąłem się. Staszek leżał między wersalką a szafą. Wziąłem go za nogę, ale był zimny. Wyszedłem na korytarz, szukając pomocy. Przyszedł Jasio, podłożył mu lusterko pod usta i powiedział, że nie ma pary. Potem poszedł na policję... |
Jeden z koczujących w baraku bezdomnych, poszedł do Komisariatu Policji w Jelczu-Laskowicach i zawiadomił o śmierci kolegi.
Wraz z chłopakiem, podejrzanym o pobicie ze skutkiem śmiertelnym, było w baraku kilku nieletnich (13 - 14 latków) oraz bezdomnych pod wpływem alkoholu.
- Ilu mężczyzn tu mieszka?
- Mieszka, ilu chce, awantury były tu często, a policja częściej przyjeżdżała w dzień, choć w nocy jest szczególnie niebezpiecznie.
Koledzy wspominają zmarłego dobrze. - Jak wziął rentę, to ugotował dla wszystkich - mówi jeden z nich.
- Jak miał coś do wypicia, to się podzielił - dodaje inny.
Stanisława G. już nie ma, ale jego kumple zostali. Siedzą w pomieszczeniach baraku na szmatach, tekturach. Pokazują nam lokal, w którym mieszkał zmarły. Wszystko rozbebeszone, porozwalane. Zastanawiają się, co będzie dalej, komentują to, co się stało. - Przychodzą tu bandy, nawet kilkanaście osób. Gdzie mamy iść?
Sprawa jest trudna dowodowo, ponieważ większość świadków to dzieci w wieku 13 - 14 lat. Sytuacja jest trudna także dla nich. Nieznany jest motyw pobicia Stanisława G. Niewykluczone, że już wcześniej młodzież dokuczała jemu i innym mężczyznom z baraku. Czternastolatek miał zeznać, że wyszedł z domu szukać kolegi. Do reszty nie przyznaje się.