|
|
Rodzice trzyletniej Ewelinki Nowakowskiej z Owczar zarzucają lekarzowi pierwszego kontaktu błąd w sztuce lekarskiej.
- Ten lekarz nie zbadał córki, nie osłuchał, lecz “na oko” postawił diagnozę
- ocenia Ryszard, ojciec dziecka. Innego zdania jest lekarz |
| Od komara nikt nie umarł... |
|
OWCZARY |
|
Trzyletnia Ewelinka bardzo przeżyła pobyt w szpitalu” |
Według rodziców Ewelinki, lekarz Józef Jarosz niewłaściwie podszedł do swoich obowiązków. Pobieżnie obejrzał dziecko i “na oko”, bez dokładnego wywiadu i badania, postawił diagnozę - opuchliznę spowodowało ugryzienie przez komara. Zapisał maść “elosone” i kazał smarować opuchnięte miejsce.
- Żona usłyszała od Jarosza, że to mu “nie wygląda na świnkę, ani na węzły chłonne” - mówi Ryszard. - Pobieżne badanie nie wzbudziło naszego zaufania, więc nie uwierzyliśmy w tę diagnozę i nie wykupiliśmy maści.
Dwa dni później stan dziecka znacznie się pogorszył, więc matka ponownie odwiedziła przychodnię. Była środa, jedyny dzień przyjęć pediatry. Jak twierdzą rodzice dziewczynki, pani doktor nie miała żadnych wątpliwości, że stan dziecka wymaga natychmiastowej hospitalizacji. Wystawiła więc skierowanie do oławskiego szpitala, gdzie jednak nie przyjęto dziecka, odsyłając na oddział chirurgii dziecięcej do wrocławskiego szpitala przy ul. Traugutta. Rodzice odwieźli córkę we własnym zakresie. Ewelinkę przyjęto do szpitala “w trybie nagłym”. Diagnoza brzmiała: prawostronne zapalenie węzłów chłonnych podżuchwowych. Dziecko przebywało tam od 15 do 28 września.
- Naszym zdaniem, doktor Jarosz popełnił błąd - twierdzi ojciec dziewczynki. - Gdyby dokładnie zbadał córkę, osłuchał, jak to robią inni znani nam lekarze, to prawdopodobnie Ewelinka uniknęłaby szpitala i przeżyć z tym związanych. Po powrocie ze szpitala córka ciągle przeżywa jakieś lęki, płacze.
Po zdarzeniu lekarz odwiedził ich w domu, próbując - tak utrzymują rodzice - nakłonić do milczenia. Powoływał się przy tym na znajomości w medycznym świecie. Rodzice Ewelinki postanowili jednak dochodzić swoich praw u rzecznika praw pacjenta przy Narodowym Funduszu Zdrowia. Chcą też, aby postępowanie lekarza ocenił rzecznik odpowiedzialności zawodowej. Skierowali stosowne pisma.
Lekarz zbadał jamę ustną dziewczynki. Gardło blade, zęby w porządku, węzły chłonne nie były powiększone. Także dotykanie pod żuchwą nie wskazywało zapalenia węzłów. Dziewczynka nie gorączkowała. Nie było również objawów alergicznych, wskazujących uczulenie na ukąszenie. Zastosował więc leczenie miejscowe, przepisał maść i zalecił obserwację dziecka. Jarosz przyznaje, że nie osłuchał dziewczynki, gdyż mama nie podała, że córka gorączkuje albo kaszle. Objawy jednoznacznie wskazywały, że obrzęk jest wynikiem ukąszenia. - Gdyby rodzice zastosowali leczenie, odczyn zapalny nie wystąpiłby - tłumaczy lekarz. - Być może nie podjęli zaproponowanego leczenia i w konsekwencji ugryzienie spowodowało zapalenie węzłów chłonnych.
Czy zapalenie węzłów zagrażało zdrowiu lub życiu małej pacjentki? Józef Jarosz kategorycznie zaprzecza. - Nawet nieleczenie nie stanowi zagrożenia - twierdzi.
Tę opinię potwierdzają inni lekarze, z którymi rozmawialiśmy. Podobno zapalenie węzłów chłonnych mogło wystąpić jako element infekcji, albo odczyn alergiczny. Zapisana maść ma właściwości przeciwzapalne, więc jej zastosowanie było w pełni uzasadnione. - Węzły chłonne są jak garnizon, który w chwili zagrożenia jest wysyłany na odsiecz zaatakowanemu organizmowi - słyszymy.
Lekarze zgodnie twierdzą, że choroby u dzieci często gwałtownie się rozwijają. W chwili badania nie zawsze można przewidzieć, co się wydarzy za kilka godzin. Dlatego uważnie należy obserwować malucha i w razie jakichkolwiek niepokojów ponownie skontaktować się z lekarzem.