W tym roku szkolnym dopuszczono do użytku 26 zestawów podręczników do klasy I. Jest w czym wybierać. O tym, z którego będzie uczyło się nasze dziecko, najczęściej decyduje nauczyciel

Rodzice płacą i płaczą

powrót

POWIAT


Wiesława Szuba z księgarni “Pinokio” mówi że - Tłok zacznie się tuż przed końcem wakacji, a nawet po pierwszym dzwonku

W powiecie oławskim księgarnie sprzedają kilka z nich.

- Mamy w sprzedaży 3 zestawy dla pierwszoklasistów - mówi Mariola Dymarska - właścicielka księgarni “Kwant” w Jelczu-Laskowicach. - Średnia cena jednego to 120 zł. Popularnością cieszy się zestaw pt. “Wesoła szkoła” za 136 zł. Rodzice, którzy wysyłają dzieci na katechezę, muszą dokupić do tego zestawu książkę do religii, za ok. 14 zł. Jeśli latorośl będzie się uczyła języka obcego, to za podręcznik trzeba zapłacić od 30 do 50 zł.

Książki to nie jedyny wydatek. Każdemu uczniowi potrzebne są przybory szkolne i materiały papiernicze. Do zerówki taki zestaw kosztuje średnio 80 zł.

W księgarniach jest coraz większy ruch. Jak twierdzi Mariola Dymarska, to jeszcze nie jest szczyt. Klienci przychodzą głównie rano i po pracy. Ruch jest także w antykwariacie, przy ul. Piastowskiej w Jelczu-Laskowicach, ale dużo osób przynosi książki do odsprzedaży, niż kupuje. Nowe przepisy działają na niekorzyść antykwariatów. Nie można skompletować całego zestawu dla pierwszaka. Używane książki są niepełnowartościowe - niektóre podręczniki mają dużo wyklejanek, wycinanek. Z książki głównej wycina się obrazki, litery i wkleja do ćwiczeń. Cena książki zależy od jej stanu, np. podręcznik z serii “Wesoła szkoła” kosztuje w księgarni ok.10 zł, a w anykwariacie - od 5 do 7 zł.

- Książki do klasy I sprzedają się bardzo słabo - mówi Antonina Tolasz z antykwariatu. - Sprzedałam tylko podręczniki do języka niemieckiego, nie idzie nawet angielski, ani religia. Dość spore zainteresowanie jest od klasy V wzwyż. Najwięcej podręczników potrzebuje czwartoklasista, ale sprzedaje się ich niewiele. Dzieci wymieniają się między sobą, rodzice odkupują książki od znajomych, sąsiadów. Z podręcznikami jest zamieszanie, rodzice mają mętlik w głowach. Nowe przepisy są korupcjogenne. Rodzice opowiadają mi bulwersujące rzeczy, zamiast powiedzieć o tym w szkole, na zebraniu. Zdarza się, że nauczyciel zbiera pieniądze na jakąś książkę już w czerwcu. Później idzie na urlop, zwolnienia, przychodzi nowy i żąda innej książki, a w efekcie rodzic płaci za dwie.

Pół książki i 8 litrów spirytusu

Podobno statystyczny Polak czyta rocznie pół książki i wypija 8 litrów spirytusu. Księgarze twierdzą, że problem z kupowaniem książek tkwi nie tylko w ich cenie, ale również w niechęci do czytania, skutecznie wypieranego przez telewizję, kino i wideo.

Inaczej jest z podręcznikami szkolnymi, które - chcąc, nie chcąc - trzeba kupić. W oławskich księgarniach większego tłoku nie ma, ruch odbywa się rzutami, nasila się po wypłacie. Rodzice kupują z rozmysłem, porównując ceny. Szukają każdej złotówki. Ostateczny wybór nie jest łatwy. Sprzedawcy kuszą różnymi bonusami. Na przykład kupujący podręczniki na placu targowym obok PKS mogą liczyć na upust przy zakupie zeszytów.

Księgarnia “Pinokio” przy pl. Gimnazjalnym od lat współpracuje ze szkołami. Za okazaniem specjalnego kuponu nabywca podręczników otrzymuje 10-procentowy rabat. - W tym roku największy problem mają uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, bo jeszcze nie dostali wykazu książek - mówi Wiesława Szuba. - Największego ruchu spodziewamy się po rozpoczęciu roku szkolnego.

Dobrze ocenia tegoroczną sprzedaż również Mariusz Mazurek z księgarni “Matras” w Rynku. Nic dziwnego, bo zakupy w przestronnym lokalu i z dobrą ekspozycją są prawdziwą przyjemnością. Zdaniem pana Mariusza, książki nie są drogie, choć ze względu na niskie zarobki i ubożenie społeczeństwa, każdy większy jednorazowy wydatek przerasta możliwości niejednego domowego budżetu, zwłaszcza w związku z kosztami wakacji. - Sporo klientów napędza nam antykwariat, gdzie książki używane sprzedawane są tylko o złotówkę czy dwie taniej - mówi Mariusz Mazurek. - Dlatego rodzice wolą dać kilka złotych więcej i kupić dziecku nowe.

To potwierdzają niektórzy rodzice. - W ubiegłym roku kupiłam używane podręczniki - mówi mama dwunastoletniej Oli. - Myślałam, że zaoszczędziłam parę złotych, ale w trakcie nauki okazało się, że kupiłam nie to wydanie, więc córka musiała pożyczać książki od kolegów. Było z tym sporo nerwów i kłopotu, dlatego w tym roku kupiłam nowe książki. Poza tym Ola, jako jedna z nielicznych, miała stare książki i źle się z tym czuła. Żeby dziecko pasowało do klasy, kupiłam też odpowiednie przybory szkolne, które właśnie są w modzie. Na książki i przybory oraz strój do ćwiczeń i dres wydałam ponad 400 zł.

Rodzice i sprzedawcy są zgodni, że jesteśmy coraz ubożsi i wyposażenie dziecka rujnuje finanse niejednej rodziny. Najbardziej narzekają rodziny wielodzietne. - Mam trójkę dzieci w wieku szkolnym - mówi mama Łukasza. - Oboje z mężem zarabiamy 1600 zł, więc początek roku szkolnego to dla nas prawdziwa gehenna. Przeżywają też nasze dzieci, które nie chcą być gorsze od rówieśników z zamożniejszych domów. Razem z mężem ciągle mamy wyrzuty sumienia, że nie wszystko możemy im dać, np. dodatkowe lekcje czy zajęcia pozalekcyjne.

Zdarzają się opinie, że jeśli koszt podręczników podzielić przez dni nauki, to wcale nie wychodzi drogo: - Przecież na żywność wydajemy więcej - mówią optymiści i na pewno mają rację.

Jednak trudno sobie to tak wytłumaczyć, jeśli na co dzień liczy się każdą złotówkę.

(WŁ-MG)