Po ukazaniu się tydzień temu naszego tekstu “Wybory umaczane w alkoholu (2)” Jan K. zagroził, że pozwie gazetę do sądu, bo - jak twierdzi - żadnych zarzutów mu nie przedstawiono. Tymczasem kilka dni wcześniej, 17 lutego, osobiście podpisał się pod postanowieniem o przedstawieniu mu zarzutów, które wydała oławska policja

Czy wójt wie, co podpisuje

powrót

OŁAWA


Dzień po ukazaniu się naszego tekstu zadzwonił do autora mocno podenerwowany Jan K., twierdząc że piszemy nieprawdę, więc poda nas do sądu.

Chodziło głównie o wiadomość, że w ogóle postawiono mu zarzuty, z czym się nie zgadza, oraz o ten fragment tekstu: “Po złożeniu zeznań w prokuraturze wójt Jan K. został zwolniony za kaucją. Zobowiązano go także do stawiennictwa na każde wezwanie. Nie może też swobodnie opuszczać miejsca zamieszkania”.

Na dowód, że podana przez nas informacja jest kłamstwem, wójt przyniósł postanowienie o zastosowaniu wobec niego poręczenia majątkowego, gdzie wykreślono zabezpieczenie w postaci dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju, pozostawiając jedynie nakaz wpłacenia tzw. kaucji.

- A ja żadnej kaucji jeszcze nie wpłaciłem! - grzmiał wójt. - Mam na to siedem dni i jeszcze mogę się odwołać.

Jan K. wystąpił 21 lutego na antenie radia BOS-S, gdzie mówił m.in:

- To, co pisze gazeta, to jest połowa bzdur, bo jest to nieprawda. Mnie do tej pory nikt jeszcze nie przedstawił żadnego zarzutu. Ja nie wyszedłem za kaucją, mam dopiero wpłacić kaucję. Nikt mnie nie aresztował, żebym miał wychodzić za kaucją. Gazeta sobie napisała, że ja zostałem zwolniony za kaucją, że muszę się stawiać na każde wezwanie. Ja wiem, że jak mnie policja wezwie, to muszę się zgłosić. Napisała też, że mnie nie wolno swobodnie opuszczać miejsca zamieszkania. Są to normalne bzdury. Ale po gazecie oławskiej można się wszystkiego spodziewać...

Jak się potem dowiedzieliśmy, jeszcze w tym samym dniu wójt wpłacił kaucję. Kilka dni wcześniej, 17 lutego, w Komendzie Powiatowej Policji przedstawiono wójtowi zarzuty - od tego momentu występuje w sprawie jako podejrzany i w takim charakterze został tam przesłuchany. Dostał też tzw. pouczenie o uprawnieniach i obowiązkach podejrzanego, kończące się klauzulą, że otrzymał je na piśmie - co potwierdził własnoręcznym podpisem. Potem doprowadzono go do prokuratury, gdzie jeszcze raz był przesłuchany w charakterze podejrzanego (podpisał protokół przesłuchania) i został zwolniony za kaucją.

Co do dozoru policyjnego i zakazu opuszczania kraju przez Jana K. - nigdy nie pisaliśmy, że ktoś tego od niego żąda. Zacytowaliśmy jedynie część obowiązków podejrzanego, które wójt otrzymał za pokwitowaniem, gdzie czytamy m.in.: “Podejrzany pozostający na wolności obowiązany jest stawić się na każde wezwanie w toku postępowania karnego oraz zawiadomić organ prowadzący postępowanie o każdej zmianie miejsca zamieszkania lub pobytu trwającego dłużej niż siedem dni”.

Przypomnijmy, że prokuratura zarzuca Janowi K., że jako kandydat w wyborach wójta nakłaniał jednego z mieszkańców do podawania nieodpłatnie, w ramach prowadzonej kampanii wyborczej, napojów alkoholowych, w zamian za obietnicę oddawania głosów na jego kandydaturę. Grozi za to od 5 do 50 tysięcy zł grzywny. Wójt konsekwentnie nie przyznaje się do winy, twierdząc że cała ta sprawa jest wynikiem politycznej nagonki, jaką spreparowali jego przeciwnicy. Mało tego, obecnie sugeruje, że to oni kupowali głosy bądź zeznania za alkohol lub obietnice pracy.

- Żeby coś komuś zarzucić, trzeba samemu być w porządku - twierdzi Jan K.

Tym, który miał stawiać wódkę za głosy wyborcze w Marcinkowicach, jest - według wójta - m.in. Mirosław Kulesza.

- Nikomu niczego nie stawiałem, nasz komitet nie zniżał się do takiej formy pozyskiwania głosów - broni się Kulesza. - Będziemy drążyć sprawę wójta tak długo, aż prokuratura i sąd ostatecznie wyjaśnią tę sprawę. Mówimy o faktach, a faktem jest, że nie chcemy, by wójtem był ktoś, kto wszedł na ten stołek z naruszeniem prawa.

- Jeśli dojdzie do sprawy, przyprowadzę świadków, którzy potwierdzą, że to pan Kulesza częstował alkoholem za głosy wyborcze - zapowiada wójt. Na razie jednak to jemu prokuratura zarzuca nakłanianie do kupowania głosów za alkohol. Można się spodziewać, że za kilka tygodni akt oskarżenia w tej sprawie trafi do sądu, który oceni wagę wszystkich zarzutów.

Jerzy Kamiński