“My niżej podpisani wnosimy zarzuty do ustaleń zawartych w projekcie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego działek należących do firmy “Lorenz Bahlsen”, zlokalizowanych przy ul. Gałczyńskiego 2 w Oławie. Nie akceptujemy zapisów, dotyczących przeznaczenia tego terenu na działalność przemysłową” - tak w pierwszych dniach grudnia 2002 roku napisali mieszkańcy osiedla Nowy Górnik do burmistrza Oławy. Protest mieszkańców to efekt działań szefów firmy “The Lorenz Bahlsen Snack-World”, zmierzających do trwałego zlokalizowania na oławskim osiedlu Nowy Górnik zakładu produkującego chrupki ziemniaczane i kukurydziane

Być albo nie być
“Bahlsena” w Oławie (1)

powrót

OŁAWA


Jesienią 2001 roku Jacek Kaliński - dyrektor oławskiego oddziału “Bahlsena” skierował do Zarządu Miejskiego w Oławie pismo, w którym w imieniu władz swojej firmy prosił o zmianę (na jej koszt) ustaleń planu ogólnego zagospodarowania przestrzennego dla obszaru obejmującego teren zakładu produkcyjnego chrupek ziemniaczanych - “w związku z planowaną jego rozbudową”. Przypominał jednocześnie, że aktualna decyzja lokalizacyjna, wydana przez burmistrza Oławy 3 listopada 1999, umożliwia funkcjonowanie zakładu “Bahlsena” przy ul. Gałczyńskiego 2 w Oławie tylko do 31 grudnia 2005.

Kilka miesięcy później - 21 lutego 2002 - dyrektor Jacek Kaliński skierował kolejne pismo do władz miasta, tym razem imiennie adresowane do burmistrza Waldemara Wiązowskiego, w którym znacznie szerzej uzasadniał swój poprzedni wniosek: “Pierwotna koncepcja polegająca na przeniesieniu zakładu produkcyjnego z Oławy do pobliskich Stanowic wydaje się dzisiaj mało realistyczna. Koszt takiego przedsięwzięcia szacowany jest na 20-25 milionów euro. Trudno spodziewać się, że jakikolwiek prywatny przedsiębiorca zainwestuje w obecnej sytuacji gospodarczej Polski tak dużą sumę w rozwój produkcji słonych przekąsek, które nie są przecież towarami pierwszej potrzeby i na które popyt nieco spada, gdyż okres zwrotu inwestycji byłby zbyt długi”. Kaliński pisał dalej, że w związku z tym, iż obecna lokalizacja zakładu traktowana była dotąd jako tymczasowa, niektóre zastosowane tam rozwiązania nie są optymalne. “Miejsce to ma jednak sporo zalet, a inwestycje rzędu kilku milionów euro zapewnią dostosowanie funkcjonowania zakładu i jego otoczenia do wymagających norm, obowiązujących w Unii Europejskiej” - podkreślał Kaliński. Na koniec informował, że firma “Lorenz Bahlsen” cały czas równolegle rozważa także inne rozwiązania - przeniesienie produkcji chipsów z Oławy do Skawiny w województwie małopolskim, gdzie koncern “Bahlsena” jeszcze w 1992 roku zakupił znaną na polskim rynku spożywczym firmę “Lajkonik” i gdzie “na uzbrojonym terenie jest jeszcze sporo miejsca, umożliwiającego rozwój”, albo nawet - wzorem jednego z konkurentów - wyprowadzenie się z Polski i wybudowanie nowej fabryki w Rosji. Tę ostatnią możliwość Kaliński nazwał najgorszym - “czarnym z polskiego punktu widzenia” - scenariuszem.

Burmistrz Waldemar Wiązowski skierował pismo dyrektora Kalińskiego do swego zastępcy Józefa Łosia oraz do pozostałych członków Zarządu, dopisując istotne zalecenie: “Utrzymanie firmy jest sprawą nadrzędną”. W ślad za tym Wydział Architektury, Urbanistyki i Planowania Przestrzennego oławskiego Urzędu Miejskiego rozpoczął odpowiednią procedurę administracyjną, której pierwszy etap zakończył się uchwałą Rady Miejskiej w Oławie z 21 marca 2002 o przystąpieniu do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego terenu działek nr 4/1 i 4/2 AM 24 w Oławie, będących własnością firmy “The Lorenz Bahlsen Snack-World”.

Na początku był “Flessner”

O kłopotach związanych z funkcjonowaniem firmy “Bahlsen” w Oławie pisaliśmy na naszych łamach już kilkakrotnie. Aby jednak dobrze zrozumieć obecny problem, musimy przypomnieć kilka istotnych faktów z przeszłości.

Na obrzeżach miasta, na terenie ograniczonym ulicami Gałczyńskiego, Mickiewicza, Baczyńskiego i Kochanowskiego, przez wiele lat było „sielsko i anielsko”. W rozlokowanych tam na powierzchni około 10 ha szklarniach pracownicy Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej Oława uprawiali kwiaty, warzywa, a nawet winogrona. W 1989 roku, tuż po upadku PRL, gdy szybko załamała się produkcja ogrodnicza, a jednocześnie coraz trudniej było także zbywać inne produkty rolne (w tym ziemniaki), jeden z szefów RSP - Mirosław Król wpadł na pomysł wybudowania fabryki zdobywających wówczas coraz większą popularność chrupek ziemniaczanych, zwanych z angielska „chipsami”. W styczniu 1991 na terenie RSP przy ul. Gałczyńskiego rozpoczęto budowę oraz montaż linii do produkcji chrupek. Ulokowano je w kilku starych szklarniach.

Pierwsze „chrupiące” wyroby z Oławy trafiły na rynek wiosną 1992 roku. Początkowo oławska RSP próbowała to robić na własną rękę, ale wkrótce okazało się, że problemy technologiczne oraz wysokie odsetki od zaciągniętych na ten cel kredytów mogą zniszczyć firmę.

Pomocną dłoń wyciągnęli Niemcy. W maju 1993 roku zarejestrowano w Oławie spółkę z o.o. pod nazwą “Flessner Polski”, która stała się polskim oddziałem znanej w świecie niemieckiej firmy „Bahlsen”, założonej w 1889 roku przez Hermana Bahlsena. Na początku lat dziewięćdziesiątych firma “Bahlsen”, choć funkcjonowała cały czas jako zwykłe, rodzinne przedsiębiorstwo, miała 23 duże zakłady produkcyjne w kilku krajach europejskich oraz w USA. Zatrudniała w nich ok. 8400 osób i miała dominujący udział w światowym rynku producentów ciastek typu “markizy”. Wejście do Oławy było jednym z pierwszych działań inwestycyjnych “Bahlsena” na rynek wyrobów słonych.

W RSP dokonano podziału majątku - firma „Flessner Polski” (nazwa Flessner wzięła się od nazwiska jednego z członków rodziny Bahlsenów, który zajął się rynkiem produktów słonych) przejęła teren i obiekty przy ul. Gałczyńskiego, w których kontynuowano produkcję chipsów. Stopniowo i systematycznie ją modernizowano, m.in. poprzez ściąganie lepszych, wydajniejszych maszyn z zachodu.

Rosła produkcja, rosła też sprzedaż. Dzięki temu coraz więcej osób znajdowało pracę w oławskiej fabryce koncernu “Bahlsena” - w szczytowym okresie zatrudniano tam ok. 300 osób. Na podstawie stałych umów kontraktacyjnych, z “Flessnerem” współpracowało blisko 120 rolników z okolicznych wsi. Rocznie w zakładzie przy ulicy Gałczyńskiego przerabiało się ok. 130 tysięcy ton ziemniaków, a obroty firmy pod koniec lat dziewięćdziesiątych przekraczały 70 mln złotych rocznie, dużo więcej niż w innym sztandarowym miejskim zakładzie produkcyjnym - Hucie Oława. Znaczna część produkcji była eksportowana - m.in. do Niemiec, Węgier, Czech, Słowacji i na Ukrainę.

Pierwsze starcie

Rozwój fabryki “Flessnera” miał też jednak swoją drugą stronę medalu. Zakład przy Gałczyńskiego zaczął coraz bardziej dokuczać mieszkańcom okolicznych domków jednorodzinnych, otaczających go niemal szczelnie z trzech stron. Odór smażonego oleju, wykorzystywanego przy produkcji chrupek, rozciągał się daleko poza teren zakładu. Wraz z powietrzem, na dachach i oknach pobliskich domów osiadał tłusty brud. Do tego dochodziło wdychanie spalin, wydzielanych przez coraz liczniejsze duże samochody ciężarowe, przebijające się do i od “Flessnera” przez wąskie uliczki osiedlowe. Mieszkańcy nie mogli nawet zaznać spokoju w nocy, gdyż fabryka pracowała na trzy zmiany.

Latem 1996 roku na łamach naszej gazety opublikowaliśmy kilka listów mieszkańców osiedla Nowy Górnik. W jednym z nich Helena Kuncewicz opisywała m.in. fetor gnijących odpadów ziemniaczanych oraz sterty pustych, foliowych opakowań po chipsach, które wiatr roznosił po całym osiedlu. Autor innego listu - Emil Curyk - pisał o dokonywaniu środkami chemicznymi oprysku ziemniaków, składowanych na terenie fabryki tuż przy płocie, w bezpośrednim sąsiedztwie domków z ulicy Mickiewicza. W efekcie, bawiące się w przydomowym ogrodzie wnuki pana Curyka dwukrotnie uległy zatruciu.

W tym samym czasie, wykorzystując dobrą koniunkturę na swoje wyroby, niemieccy właściciele “Flessnera” zaczęli coraz poważniej myśleć o budowie w Polsce dużej, nowoczesnej fabryki chipsów. Od początku wykluczono jej trwałe usadowienie na terenach przy ul. Gałczyńskiego, przede wszystkim z powodu bezpośredniego sąsiedztwa osiedli domków jednorodzinnych. Po różnych perturbacjach szefowie “Flessnera” ostatecznie zdecydowali się kupić na ten cel około 30 ha gruntów na terenie posowieckiego lotniska w rejonie wsi Stanowice i Marcinkowice. Teren zakupiono od gminy Oława.

26 września 1996 roku ówczesny szef oławskiego zakładu produkcyjnego chipsów - Mirosław Król, w imieniu zarządu firmy “Flessner Polski” przepraszał mieszkańców Nowego Górnika “za wszelkie uciążliwości, związane z funkcjonowaniem zakładu”. Jednocześnie oświadczył, że firma “Flessner Polski”, należąca do “Grupy Bahlsena”, opuści dotychczasowe miejsce przy ulicy Gałczyńskiego 2 w Oławie i przeniesie się na teren lotniska w Marcinkowicach do końca 1998 roku.

Drugie starcie

Gdy od czasu tej deklaracji minął rok i kilka miesięcy, mieszkańcy osiedla Nowy Górnik znów zaprotestowali. 29 października 1997 oławski Urząd Rejonowy wydał „Flessnerowi” zezwolenie na ustawienie stanowisk do dwóch zbiorników na gaz propan-butan, o pojemności łącznej 170 tys. metrów sześciennych. Specjaliści od inwestycji w oławskim oddziale „Bahlsena” odebrali tę decyzję 15 listopada i kilka dni później rozpoczęli montaż cystern. Przechowywany w nich gaz miał zasilać nową kotłownię, która z kolei miała służyć do ogrzewania nowej hali produkcyjnej (jej budowę ukończono kilka tygodni wcześniej).

Potężne zbiorniki gazowe zaniepokoiły szczególnie mieszkańców ul. Mickiewicza - jeden z ulokowanych tam domów znajdował się w odległości zaledwie 35 metrów od cystern. Ludzie szybko się skrzyknęli i 27 listopada 1997 napisali do burmistrza Oławy oficjalny protest.

Mieszkańcy zjawili się także w Urzędzie Rejonowym. Tu sprawdzono dokumenty i okazało się, że nie wszystko jest w porządku. Trochę zawinił „Flessner” - rozpoczął montowanie cystern, nie ustalając inspektora nadzoru inwestorskiego i kierownika budowy oraz nie zgłosił z odpowiednim wyprzedzeniem tego faktu urzędowi. Trochę zawinili urzędnicy - wydali pozwolenie na budowę bez załącznika graficznego do wniosku. Andrzej Twarkowski - szef Oddziału Architektury i Budownictwa Urzędu Rejonowego, przeprowadził 11 grudnia 1997 wizję lokalną w terenie i jeszcze w tym samym dniu wydał postanowienie o wstrzymaniu tam robót budowlanych. Przemysław Pawłowicz - zastępca kierownika UR - wystąpił z wnioskiem do wojewody o stwierdzenie nieważności decyzji o pozwoleniu na budowę zbiorników gazowych, z powodu „rażącego naruszenia prawa”.

Równolegle szefowie “Flessnera” występowali o wydanie pozwolenia na budowę nowej hali produkcyjnej. 8 lipca 1997 wniosek „Flessnera” w imieniu wojewody pozytywnie zaopiniował Stanisław Zięba - dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu, a dwa dni później również bez zastrzeżeń uczynił to w imieniu wojewódzkiego inspektora sanitarnego jego zastępca Kazimierz Łysko. Na tej podstawie 25 lipca 1997 ówczesny burmistrz Oławy Waldemar Wiązowski wydał „Flessnerowi” decyzję nr 110/97 - o warunkach zabudowy terenu przy ul. Gałczyńskiego w Oławie. W ślad za tym 8 sierpnia oławski Urząd Rejonowy wydał pozwolenie na budowę nowej hali produkcyjnej, jako obiektu tymczasowego, z terminem demontażu - do 31 grudnia 1999 roku.

Budowa nowej hali jeszcze bardziej rozsierdziła mieszkańców Nowego Górnika, którzy w tym czasie już z dużą niecierpliwością oczekiwali na rychłą przeprowadzkę “Flessnera” na stanowickie lotnisko. Na jednym ze spotkań z przedstawicielami mieszkańców dyrektor Mirosław Król uspokajał, że ta nowa hala przy Gałczyńskiego nie będzie stała wiecznie, gdyż jest zmontowana z elementów skręcanych. Obiecywał, że docelowo wraz z cysternami na gaz zostanie przeniesiona na lotnisko. Do nowej hali miała być przeniesiona produkcja chipsów ze szklarni, gdzie panowały bardzo złe warunki pracy dla ludzi i gdzie trudno było utrzymać wysokie wymagania sanitarne.

Mirosław Król zapewniał także na naszych łamach, że uruchomienie produkcji w nowej hali oznaczać będzie bardzo istotną poprawę sytuacji okolicznych mieszkańców: - Dzięki dużo wydajniejszej maszynie nie będziemy już pracować w soboty i w niedziele. Zrezygnujemy również z produkcji na nocnych zmianach. Nie będzie też przykrych zapachów smażonego oleju, jaki teraz często roznosi się po dzielnicy - mówił Mirosław Król, dodając, że jego firma wyprowadzi się z Oławy najpóźniej do końca 2001 roku.

Krzysztof Andrzej Trybulski
(cdn.)