Od nowego roku szkolnego, prawie we wszystkich szkołach gminy J-L nastąpi łączenie oddziałów. Spowoduje to rozwiązanie niektórych klas i zwolnienia nauczycieli. Ze zmianami nie zgadzają się rodzice

Mało dzieci, mało pieniędzy

powrót

JELCZ-LASKOWICE


Protestujemy

W nawiązaniu do uchwały Rady Miejskiej w Jelczu-Laskowicach z 29 maja 1998, nr LV/288/98 w sprawie przyjęcia programu rozwoju i funkcjonowania publicznych szkół podstawowych, Zarząd Miasta i Gminy zobowiązał się do zmniejszenia liczby uczniów w oddziałach, szczególnie w szkołach miejskich, na poziomie 22 - 25 uczniów. Decyzje, które teraz są podejmowane przez Zarząd, mijają się z celem i są wbrew podjętej uchwale.

My, rodzice, nie zgadzamy się na podział klas i tym samym zwiększanie liczby uczniów w oddziałach. Uważamy, że zmniejszenie dochodów gminy było wcześniejszą decyzją Zarządu i w żaden sposób nie powinno odbijać się na naszych dzieciach. Oszczędności można znaleźć w innych dziedzinach, mniej ważnych niż szkolnictwo.

Prowadzenie szkół przez gminę to nie tylko zadanie organizacyjne i finansowe, lecz przede wszystkim wyzwanie pedagogiczne - szansa na poprawę kształcenia i wychowania, szansa na realizację idei szkoły środowiskowej, związanej z życiem społeczności lokalnej. Dlatego my, rodzice, jesteśmy przeciwni rozbijaniu klas i łączeniu oddziałów.

Z poważaniem rodzice
(pod listem widnieje 121 podpisów)

W gminie Jelcz-Laskowice są szkoły, gdzie w klasach uczy się 15 - 20 dzieci. Od września 2002 będzie mniej klas i będą liczebniejsze (maksymalnie 30-osobowe). Kumulacja oddziałów dotknie wszystkie szkoły podstawowe i gimnazja z wyjątkiem Publicznego Gimnazjum nr 1 w J-L i Publicznego Gimnazjum w Minkowicach Oł., gdzie klasy są 25-30-osobowe. Najwięcej wątpliwości mają rodzice. Piszą protesty do dyrektorów szkół, UMiG, do naszej redakcji.

Zarząd uzasadnia swoją decyzję kolejnym zmniejszeniem przez ministra skarbu subwencji oświatowej dla gminy, gminną dziurą budżetową, wynikającą z fatalnej kondycji “Jelcza” oraz drastycznym spadkiem liczby dzieci w kolejnych latach.

29 kwietnia, w PSP nr 2 w J-L, grupa rodziców spotkała się z burmistrzem Bogdanem Szczęśniakiem i dyrektor PSP nr 2 Bożeną Worek.

Minister obcina, “Jelcz” nie płaci

- Subwencja oświatowa dla naszej gminy miała wynosić 8,3 mln zł - mówił burmistrz Bogdan Szczęśniak na spotkaniu z rodzicami w PSP nr 2. - W lutym zmniejszono ją o 650 tys., a parę tygodni temu znów o przeszło 700 tys. Z pierwotnej sumy zostało nam około 7,6 mln zł, a same płace nauczycieli wyniosłyby 8,6 mln zł. Gmina musiałaby dołożyć do oświaty prawie 4 mln zł, a na to nas nie stać. W tym roku musieliśmy dokonać wielu cięć, nie tylko w oświacie. 70% kosztów oświaty to wynagrodzenia nauczycieli. Nie możemy wydawać więcej, niż mamy.

Rodzice uczniów z PSP nr 2 i PG nr 2 pytali burmistrza, dlaczego mówi się tylko o podatkach z “Jelcza”, skoro są przecież inne firmy, takie jak Dyka, Autoliv, powstała specjalna strefa ekonomiczna. - Podatki ZS “Jelcz” stanowią aż 20% gminnego budżetu, a zgodnie z uchwałą RM, każda nowa firma, która zatrudni powyżej 50 osób, jest przez 3 lata zwolniona z gminnych podatków. Co do nowych inwestorów, to dłużej szukają miejsca, niż budują firmy - mówił burmistrz.

Rodzice powoływali się także na uchwałę RM z 1998, w której przyjęto, że klasy będą 22-25-osobowe. Burmistrz odpowiedział, że to wariant optymalny i że do 2001 r. gminę było na to stać, a teraz już nie.

Dlaczego nasze dzieci?

Rodziców najbardziej niepokoi fakt, że rozbija się także ostatnie klasy szkół podstawowych i gimnazjalnych. Ich zdaniem, może to źle wpłynąć na egzaminy wstępne i ich wyniki. W efekcie - dzieci nie dostaną się do wybranych szkół, mogą się załamać, stracić chęć do nauki. Już teraz, gorzej się uczą, są rozdrażnione, nerwowe. Wskazywano też na negatywne zachowanie innych uczniów w stosunku do dzieci z rozwiązywanych klas. Rodzice pytali o naukę języków obcych i informatyki w tak licznych klasach. Dlaczego dyrektor szkoły nie spotkała się z nimi przed podjęciem decyzji o łączeniu klas i czym kierowano się przy decyzjach o rozwiązywaniu konkretnych klas.

- Spotkałam się już z rodzicami 14 klas - mówiła Bożena Worek, dyrektor PSP nr 2. - Dyskusja, np. z 117 rodzicami uczniów klas piątych, których jest 5, nie doprowadziłaby do żadnych wniosków. Likwiduję jedną z klas piątych, ponieważ sprawia ona problemy wychowawcze, co sygnalizowali nam sami rodzice. Nie mogłam przecież zrobić losowania. To ja widzę problemy, a nie 120 rodziców. Każdy z nich wskaże bowiem klasę inną, niż swojego dziecka. Swoje decyzje konsultuję z pedagogami i wicedyrektorami, kieruję się dobrem dziecka. Spotykam się z rodzicami i wyjaśniam problemy. Cześć z nich bardzo mi pomogła. Ale inni wprowadzają złą atmosferę, zniekształcają rzeczywistość. Nie jest w porządku, że pod pismem do mnie 3 razy pojawia się to samo nazwisko. Ja gram w porządku. Dostałam wytyczne od Zarządu i muszę się dostosować. Naprawdę, wolałabym, aby klasy były 22-osobowe. W klasach, liczących ponad 25 uczniów, nauka języków obcych i informatyki będzie się odbywała w grupach. To jedyny pozytyw w tej nieprzyjemnej sytuacji.

Burmistrz zdecydowanie oświadczył, że Zarząd nie ingeruje w to, które klasy są likwidowane: - To są kompetencje dyrekcji, my wskazaliśmy tylko liczbę oddziałów. Łączenie klas odbywać się będzie w tej samej szkole. W większości uczyć będą ci sami nauczyciele, dzieci będą miały kontakt z tymi samymi kolegami. Obawy rodziców są trochę na wyrost.

Coraz mniej dzieci

Dane demograficzne są zatrważające. W ciągu najbliższych 5 lat, w gminie J-L liczba dzieci szkolnych spadnie z 2900 do 2000. W obecnym systemie finansowania oświaty, o wielkości dotacji decyduje liczba uczniów. Za kilka lat może być konieczna likwidacja jednej szkoły w mieście i dwóch wiejskich.

Nie wróży to dobrze także nauczycielom. Niektórzy z nich stracą pracę już we wrześniu, w wyniku łączenia oddziałów. Dyrektorzy szkół podkreślają, że najpierw odejdą nauczyciele, którzy nabyli praw emerytalnych. Najprawdopodobniej, zwolnień uda się uniknąć w PSP w Wójcicach.

Monika Gałuszka-Sucharska