W referendum przeprowadzonym wśród personelu ZOZ, 70% poparło strajk.
- Dyrektor Marek Jeruzel był znakomicie poinformowany o tym, że pielęgniarki
i położne będą strajkować - mówi Barbara Nowak, przewodnicząca Związku
Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, który skupia 203 osoby. - Prowadzone mediacje
nic nie dały, ponieważ nie usłyszałyśmy od dyrekcji ZOZ żadnych konkretynych propozycji.
Aczkolwiek samej osobie mediatora - Franciszka Października, który negocjował
bardzo obiektywnie, nie możemy nic zarzucić.
Od 16 grudnia trwa akcja protestacyjna, która potrwa aż do odwołania. Pielęgniarki
i położne odeszły od łóżek chorych i od stanowisk pracy. Strajk odbywa się rotacyjnie,
tzn, strajkują pielęgniarki, które akurat mają dyżur. Jeżeli dochodzi do sytuacji
bezpośredniego zagrożenia życia, pomocy udzielają pielęgniarki z grup interwencyjnych,
które powstały na każdym oddziale. Prowadzone są zeszyty interwencji. Jednak
wszystkie planowe zabiegi zostały wstrzymane. Pacjentami opiekują się lekarze
i personel administracyjny. Barbara Nowak powiedziała nam, że atmosfera w szpitalu
jest bardzo pozytywna.
- Rozumiemy, że każda reforma rodzi się w bólach, ale dlaczego mamy na tym
aż tak cierpieć? Teraz między nami a rządem odbywa się swoista próba sił. Idą
święta. Ale my nie odpuścimy. Mamy mocną psychikę. Wytrzymamy do czasu, kiedy
rząd zasiądzie z nami do wspólnych rozmów.
Pielęgniarki przybyły na sesję Rady Miejskiej 15 grudnia z transparentami,
które głosiły, że być pielęgniarką oznacza żyć w nędzy. Przyszli również pracownicy
laboratorium i rehabilitacji, aby zaznaczyć swoją solidarność ze strajkującymi.
W piśmie do Urzędu Miasta i Gminy pielęgniarki i położne napisały, że oczekują
zdecydowanych działań, które poprawią ich sytuację finansową, ze strony organu
założycielskiego, jakim jest Rada Miejska. Do pisma dołączono stanowisko Ogólnopolskiego
Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, w którym pielęgniarki żądają wzrostu
płacy zasadniczej o 500 zł. Realizacja tego postulatu jest warunkiem przystąpienia
związku do rozmów na temat rządowych propozycji rozwiązań systemowych.
Do RM wpłynęło również pismo od pracowników ZOZ-u w J-L z prośbą o udzielenie
zapomogi „na zakupy niezbędnych artykułów świątecznych”.
500 zł „na rękę”
14 grudnia z przedstawicielami strajkujących pielęgniarek spotkali się burmistrz
Bogdan Szczęśniak i jego zastępca Tadeusz Kobielarz. - Przyznajemy rację strajkującym
- mówił Bogdan Szczęśniak. - Domagają się godnej płacy za dobrą, uczciwą pracę.
Możliwości finansowe gminy są w tym roku ograniczone. Jeżeli mielibyśmy mówić
o pomocy ze strony gminy, muszą być podpisane wszystkie umowy między ZOZ-em a
Kasą Chorych. Musimy znać precyzyjną wartość tych umów. Na posiedzeniu Rady Społecznej
ZOZ-u będziemy szczegółowo omawiać zakres restrukturyzacji na terenie gmin J-L
i Czernica. Kolejny element, który złoży się na możliwości ZOZ-u co do podwyższenia
płac, to środki finansowe z budżetu gminy na wsparcie ZOZ-u w roku 2001. W projekcie
budżetu Zarząd zaproponował 72 tys. zł. Po posiedzeniach komisji zmieniono tę
kwotę na 122 tys., jako start finansowy gminy na pokrycie deficytu w budżecie
naszej opieki zdrowotnej. Mając wszystkie dane, dyrekcja będzie mogła rozstrzygnąć
sprawę podwyżek i możliwości finansowe ZOZ-u. Około 4,5 mln zł. wynoszą koszty
utrzymania, z czego płace ok. 3 mln. Średnia płaca w firmie - niewiele ponad 1000
zł. Państwa oczekiwania to łącznie ok. 1,5 mln. Takimi środkami musiałby dysponować
ZOZ, aby te oczekiwania spełnić. Jeżeli nie będzie rozwiązań systemowych, nie
będzie pieniędzy dla Kas Chorych na zwiększenie stawek, to nasz ZOZ nie będzie
w stanie takiego ciężaru udźwignąć. Gmina też nie będzie w stanie takiej kwoty
wyasygnować.
Zbigniew Jankowski spytał, czy liczono płace wszystkich pracowników służby
zdrowia, czy tylko grupy strajkującej. Burmistrz stwierdził, że trzeba zastosować
rozwiązania systemowe w całej firmie, bo za chwilę takie postulaty może wysunąć
inna pracująca tu grupa zawodowa.
Mówimy „dość”!
Anna Bencal, przewodnicząca lokalnej organizacji Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek
i Położnych wyjaśniła, że pielęgniarki w jelczańsko-laskowickim ZOZ-ie zarabiają
średnio brutto 1100 - 1200 zł. Netto jest to 750 - 800 zł. - Na naszych odcinkach
z wypłatą jest przeważnie 550 - 600 zł, dlatego, że każda z nas obarczona jest
jakąś pożyczką - mówiła. - Są to głównie pożyczki z kas zapomogowo-pożyczkowych.
Pozostali pracownicy mają się tak samo źle, jak my. Reforma służby zdrowia, oprócz
tego, że narzuciła bardzo dużo papierów, sprawiła, że brakuje pieniędzy w systemie.
Próbuje się leczyć ludzi i daje się im to, co powinno zapewnić państwo, ale kosztem
nas - pracowników. Jesteśmy już u kresu wytrzymałości i chcemy powiedzieć „dość”!
Dość tego, żeby na tym terenie 150 pracowników tego ZOZ-u utrzymywało na takim
poziomie ochronę zdrowia, na jakim utrzymujemy. Staraliśmy się, jak mogliśmy,
ale już dłużej nie możemy. My, pielęgniarki i położne, protestujemy w swoim imieniu,
ale także w imieniu tych pracowników, którzy teraz, gdy my protestujemy, za nas
pracują.
Też nie jest im lekko, bo zastąpić 58 osób w ZOZ-ie, który liczy 150 pracowników,
jest naprawdę bardzo ciężko.
Radni chętnie deklarowali swoją solidarność z pielęgniarkami. Często podkreślano,
że należy wygospodarować środki w gminnym budżecie na rok 2001, aby podnieść
im płace. Niektórzy proponowali, aby zabrać środki z niektórych planowanych
punktów, które nie są aż tak istotne. Prace nad projektem budżetu ciągle trwają.
Pielęgniarki są zdesperowane, ale nadal walczą.
Anka Borkowska (Oława)
Monika Gałuszka (Jelcz-Laskowice)