|
|
WOKÓŁ REFERENDUM W OŁAWIE - DYSKUTUJĄ CZYTELNICY |
|
Co pan na to, |
|
OŁAWA |
Cieszę się, że pan przewodniczący przyjął wreszcie do wiadomości, iż referendum dojdzie do skutku i w związku z tym proponuję refleksję dotyczącą następujących kwestii:
1. Otrzymał pan od Najwyższej Izby Kontroli (Delegatura we Wrocławiu) trzy wystąpienia pokontrolne dotyczące wyników kontroli Urzędu Miejskiego w Oławie oraz Oławskich Zakładów Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Oławie (OZGKiM), w zakresie efektywności wykorzystania nakładów poniesionych na oczyszczalnie ścieków w Oławie w latach 1996-1999. Wynika z nich m.in. że:
a) żadne z zadań zakończonych i przekazanych do użytkowania przed końcem 2000 r. nie zostało rozliczone zgodnie z obowiązującym wówczas prawem,
b) Urząd przekazywał zakończone zadania do eksploatacji bez wymaganych zezwoleń; dotyczy to np. oczyszczalni mechaniczno-biologicznej użytkowanej od 30 czerwca 1999 r. bez pozwolenia przez prawie cały rok, oraz kanalizacji w ulicy Broniewskiego, której zakończenie budowy zgłoszono do starosty oławskiego dopiero w końcu grudnia 2000 r. (w czasie kontroli NIK), a przekazanej do użytkowania 26 marca 1998 r., co stanowi naruszenie prawa budowlanego,
c) nieterminowa realizacja budowy mechaniczno-biologicznej oczyszczalni ścieków pozbawiła gminę możliwości umorzenia części uzyskanej pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w kwocie 100 tysięcy złotych!
d) Rada Miejska nieskutecznie egzekwowała nałożony na Zarząd Miejski obowiązek przekształcenia OZGKiM w jednoosobową spółkę gminy,
e) brak było należytego nadzoru ze strony Zarządu Miasta nad działalnością OZGKiM,
f) OZGKiM wzbogaciły się bezpodstawnie o kwotę nie niższą niż 59,5 tysiąca złotych, pobierając od kilku podmiotów gospodarczych zawyżone opłaty za ścieki,
g) Rada Miejska nie miała prawa upoważnienia OZGKiM do określenia wysokości opłat za odprowadzany w ściekach ładunek zanieczyszczeń - dotyczy to kwoty 862,5 tysiąca złotych,
h) Zarząd Miejski nie przedstawił Radzie Miejskiej do uchwalenia posiadanego od 1999 r. „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Gminy Miejskiej Oława”.
Czy poinformował pan o treści tych wystąpień wszystkich radnych i czy nadal uważa pan, że Rada Miejska bez zarzutu wykonywała swoje obowiązki?
2. Czy mógłby pan z czystym sumieniem zapewnić mieszkańców naszego miasta, że krążące opinie o „przypadkowych” przydziałach strychów do remontów, które dziwnym trafem otrzymują rodziny wybranej grupy radnych (np. przy ulicy św. Rocha 4), i przy których to remontach zaangażowane są pieniądze podatnika, są nieprawdziwe?
3. Czy nie rozumie pan, że 3,5 tysiąca zwolenników referendum obrażonych wypowiedzią burmistrza „trzeba być nienormalnym, aby wygadywać niektóre rzeczy, ale też trzeba być nienormalnym, aby w to uwierzyć” (GP-WO nr 33) krytycznie ocenia pańskie milczenie w tej sprawie?
koło SLD nr 7 w Oławie
Właściwe wykorzystanie majątku gminy jest podstawowym zadaniem lokalnej władzy. Można to robić w sposób bardziej lub mniej efektywny. Najprościej jest pozbyć się tego majątku poprzez sprzedaż bezpośrednią, co zwykło się określać korzystaniem z rezerw prostych. Najczęstszym celem takiego działania jest uzyskanie doraźnych dochodów, bez analizy co będzie jutro, a na dodatek - bez zabezpieczenia interesu ogółu mieszkańców - jako współwłaścicieli, i następnych pokoleń. Jest to polityka krótkowzroczna, powodująca powolny upadek ekonomiczny poprzez uszczuplanie majątku gminy
Moim zdaniem, podstawową sprawą winno być opracowanie strategii gospodarowania mieniem, w której należy dokładnie i precyzyjnie określić jej zasady, a w szczególności sprzedaży mienia - w zależności od celów, jakie zakłada się osiągnąć. I tak, jeżeli np. sprzedaż działki ma nastąpić pod budowę zakładu produkcyjnego, to cel, jaki mamy do osiągnięcia przy obecnym wysokim bezrobociu, jest oczywisty. Sprzedaż tej działki - nawet za symboliczną złotówkę - będzie zasadna, ponieważ leży to w interesie współwłaścicieli, a mianowicie tworzy nowe miejsca pracy.
Zupełnie inaczej ma się sprawa przy sprzedaży działki pod duży sklep, gdyż taka transakcja nie działa w interesie mieszkańców, wręcz odwrotnie - w perspektywie krótkiego czasu ilość miejsc pracy nie zrekompensuje tych utraconych.
Nie znaczy to, że nie należy sprzedawać działek pod takie inwestycje. Taka transakcja winna zostać dokonana wyłącznie po uzyskaniu wyraźnego dochodu ze sprzedaży, tj. po cenie dwu-, trzykrotnie wyższej od jej wartości, a pozyskane środki można przeznaczyć na inwestycje miejskie z zapewnieniem zatrudnienia mieszkańcom miasta.
Bezrobotnego absolutnie nie obchodzi, kto zakupił działkę, czy budynek. Jego interesuje, czy w wyniku sprzedaży tego mienia można liczyć na współudział w tym „biznesie” np. poprzez proste świadczenie pracy.
Praktyka ostatnich lat wyraźnie ujawnia istotne elementy obrotu nieruchomościami na styku samorządy - inwestor zachodni. Ten ostatni boi się przede wszystkim spraw formalno-prawnych, związanych z planowaną inwestycją. W związku z tym wynajmuje polskich pośredników (tzn. cwaniaków, którzy żerują na nieświadomości, niekompetencji oraz powszechnym zjawisku korupcji). Oczywiście, zachodni kontrahent za dobrą lokalizację płaci dobrze, a nawet bardzo dobrze, pod warunkiem usunięcia tych przeszkód (przykładem są tereny pod „Intermarche” i „Championa”).
Czy naprawdę tak trudno zaplanować np. budowę marketu, przygotować odpowiednio sprawę, aby nie było problemów formalno-prawnych, dokonać wyceny terenu i ogłosić przetarg adresowany do bezpośrednio zainteresowanych taką budową, ustalając cenę wywoławczą na poziomie ceny płaconej pośrednikom? Ponadto inwestorowi zachodniemu w zasadzie jest wszystko jedno, która firma i skąd pochodząca będzie wykonawcą, pod warunkiem spełnienia jego wymagań.
Mając bezpośrednio do czynienia z zainteresowanym inwestorem, a nie z pośrednikiem, istnieje możliwość negocjacji warunków realizacji inwestycji, zmierzających do maksymalnie możliwego wykorzystania własnego rynku pracy. Jeżeli musimy korzystać „z rezerw prostych”, to tylko na takich zasadach.
Dlatego też ponawiam apel do wszystkich mieszkańców naszego miasta o czynny udział w tzw. „burzy mózgów”, która ma wyłonić pomysły oraz ludzi do ich realizacji, aby nasze miasto było dla nas powodem do dumy, a dla jego mieszkańców prawdziwym domem, w którym mogą czuć się bezpiecznie i żyć godnie.
List
do redakcji
Jerzego
Zadygowicza
|
Od redakcji:
W zasadzie nie komentujemy polemik między naszymi Czytelnikami, ale
w tym przypadku robimy wyjątek. Wyjaśnienia wymaga bowiem kwestia, czy
burmistrz Wiązowski ma, czy też nie ma posiadłości w Zakopanem. Z naszych
informacji wynika, że ma. Sam nam to potwierdził w tzw. „oświadczeniu
majątkowym”, które opublikowaliśmy na naszych łamach w numerze
34/2001. Przypomnijmy
więc, że według tego oświadczenia Waldemar i Maria Wiązowscy zostali
w latach dziewięćdziesiątych spadkobiercami 1/3 domu typu bliźniak w
Zakopanem oraz mają tam także czteroarową niebudowlaną działkę, którą
w 1971 roku Maria Wiązowska otrzymała od rodziców, jako darowiznę.
|
(...) Dlaczego „Komitet Organizacyjny Referendum” robi wodę z mózgu czytelnikom wmawiając, iż powstawanie w Oławie supermarketów nie leży w ich interesie. Mieszkańcy są mądrzejsi, dodawać umieją i niech szanowni kupcy nie twierdzą, że u nich jest lepiej, bo drożej. Niech mieszkańcy, robiąc zakupy, dadzą temu wyraz, z jakich sklepów wolą korzystać. Czyżby komuś marzyły się czasy nakazowo rozdzielcze? To chyba już było. (...)
Dlaczego p.Winiarskiego dziwi, że w urzędzie niektóre osoby są spokrewnione? Przecież to nie wstyd, a może w ramach czystek należałoby sprawdzić czy w szkołach, służbie zdrowia i innych instytucjach nie są zatrudnione osoby mające rodziny w Urzędzie Miasta.
Uważa pan, że 2,5 tys. podmiotów gospodarczych nie jest zasługą burmistrza, natomiast to, że ktoś błędnie zainwestował, jest winą burmistrza? Może burmistrz, rejestrując działalność, powinien udzielać gwarancji, że interes będzie przynosił zyski? Panie Winiarski - bądź pan dorosłym człowiekiem i mniej fałszywym (jeśli pan potrafi), bo to ciągłe bicie się w piersi z powodu wydania biuletynu jest niczym w porównaniu z wyrzuconymi pieniędzmi na organizację referendum.
Panie Rokicki - to, co pan wypisuje, jest całkiem bez ładu i składu. Ubolewa pan, że w jednej z firm zatrudnieni są mieszkańcy z okolic Brzegu. Pewnie jakieś powody tego były (może to rodzina burmistrza i jego ludzi), a nieco wcześniej narzekał pan, że mieszkania zostały oddane oławianom, a nie np. powodzianom z Wrocławia. U nas się mówi: „Jak nie staniesz, d... zawsze z tyłu”. Jeżeli mieszkania byłyby przyznane osobom z okolicznych wiosek, albo - nie daj Boże - wrocławianom, dopiero by pan gardłował. Jątrzy pan w imię swoich interesów, nie może się pan doczekać stołka?
Ubolewa pan na obecność komuchów w otoczeniu burmistrza, a ja mam wrażenie, że ma pan ich w swoim otoczeniu wielu i z ich porad często pan korzysta, a język, jakiego pan używa, jest rodem z czerwonej propagandy. I te kłamliwe chwyty socjotechniczne w stylu „A może by tak na dłużej wyjechał do swoich posiadłości w Zakopanem”. (...) Zapewniam pana, że burmistrz Oławy nie jest właścicielem żadnej posiadłości ani w Zakopanem, ani w jego okolicach (o czym pan doskonale wie), ale czego się nie robi, aby zyskać parę głosów wśród niezorientowanych czytelników.
Tomasz Wojciechowski
Zakopane,
19 października 2001