Józef K. oraz Mirosław B. - szefowie dużej firmy, stanęli przed sądem, oskarżeni o przywłaszczenie ponad miliona złotych na szkodę warszawskiego banku. Józef K. jest radnym powiatowym, wybranym z listy AWS

Przelewanie w próżne

powrót

POWIAT


Przed oławskim sądem od kilku tygodni toczy się proces przeciwko dwom osobom zarządzającym dużą podoławską spółką. Akt oskarżenia zarzuca im, że niemal rok temu, „działając wspólnie i w porozumieniu, jako osoby uprawnione do dysponowania rachunkiem spółki”, przywłaszczyli pieniądze, omyłkowo przelane na konto firmy przez jeden z banków w Warszawie.

Podoławska spółka kupowała rzepak od gdańskiej firmy G. i miała z nią różne rozliczenia. Jesienią 2000 roku firma G. omyłkowo, jak twierdzi, wydała bankowi polecenie przelania 1.196.945,49 zł na konto spółki zarządzanej przez Józefa K. i Mirosława B. W gdańskiej firmie szybko połapali się, że polecono przelanie pieniędzy nie na to konto i odwołano dyspozycję dokonania przelewu. Mimo to pracownik banku dokonał przelewu - z materiałów zebranych w śledztwie wynika, że zrobił to omyłkowo. Pieniądze trafiły więc na konto podoławskiej spółki.

Jak wynika z materiałów uzyskanych w śledztwie, pracownica banku dzwoniła do Mirosława B. i uprzedzała go, że nastąpiła pomyłka i trzeba będzie zwrócić nienależne jego firmie pieniądze. Tak się jednak nie stało. Zarząd spółki w składzie Józef K. i Mirosław B. zadecydował, by pieniędzmi, które nagle pojawiły się na koncie firmy, uregulować jej zadłużenie u kontrahentów.

Bank z Warszawy, który jest w tej sprawie poszkodowany, przez niemal rok bezskutecznie próbował odzyskać utracone pieniądze. Udało się to tylko w części - podoławska spółka zwróciła, jak dotąd, tylko 450 tys. zł. W związku z tym prokuratura oskarżyła Józefa K. i Mirosława B. o przywłaszczenie mienia znacznej wartości. Za takie przestępstwo kodeks karny przewiduje karę pozbawienia wolności na okres od roku do 10 lat.

Przez dwa dni próbowaliśmy skontaktować się z oskarżonymi. Józef K. był dla nas nieuchwytny, choć zostawialiśmy mu informacje w kilku miejscach, także na automatycznej sekretarce w telefonie komórkowym. Mirosław B. natomiast nie widział potrzeby komentowania sprawy. Przynajmniej na razie. - Myślę, że jak będziemy chcieli rozmawiać, to zadzwonimy do was - powiedział nam Mirosław B. - Wam wolno napisać wszystko, a nie ma na dzisiaj potrzeby, abyśmy komentowali. Odezwiemy się, jak będziemy chcieli coś prostować.

Jak się dowiedzieliśmy od sędziego prowadzącego sprawę, podczas dotychczasowych dwóch rozpraw odczytano akt oskarżenia i przesłuchano kilku świadków. Z innych źródeł wiemy, że obaj oskarżeni nie przyznali się w śledztwie do winy i to stanowisko podtrzymują w sądzie. Dalszy ciąg procesu - 8 listopada.

*
Prowadzona przed oławskim sądem sprawa Mirosława B. i Józefa K. może być jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Policja prowadzi kolejne dochodzenie związane z firmą zarządzaną przez Mirosława B. i Józefa K.

Jak nam powiedział Eligiusz Drożdż, oficer prasowy KPP Oława, w tym tygodniu oławska policja przekazała sprawę do Wrocławia i on nie udziela informacji na ten temat. Odesłano nas do Wrocławia.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że tym razem w grę wchodzą znacznie większe pieniądze. Mowa jest nawet o kilkudziesięciu milionach złotych, uzyskanych przy użyciu podrobionych dokumentów. Gdyby nasze nieoficjalne informacje potwierdziły się i nowe zarzuty zostały przedstawione obu panom, niewykluczone jest zastosowanie wobec nich aresztu tymczasowego.

(ck-dike)