Kilka miesięcy temu burmistrz Waldemar Wiązowski poinformował, że ktoś planuje wystawić w Oławie operę. Mało tego, miałaby być to opera związana z Oławą. Kto wystawia, jaką operę, kiedy? - na te pytania nie było odpowiedzi. - Cierpliwości - uspokajał burmistrz

Opera oławska
czyli... Tolomeo et Alessandro

powrót

OŁAWA


Roberto Skolmowski

“Miasto producentem i właścicielem, przedstawienia operowego. Przedstawienie operowe ambasadorem Oławy” - pod takimi hasłami miałoby powstać to bezprecedensowe widowisko. Wreszcie bomba wybuchła. Na sesję Rady Miejskiej przyjechał Roberto Skolmowski, reżyser tak znanych widowisk, jak “Carmina Burana” czy “Trubadur”, wystawianych przez Operę Dolnośląską w Hali Ludowej. Przyjechał i powiedział: - Jestem przekonany, że to się uda i że to będzie duży sukces, ponieważ znam wartość historyczną tego muzycznego dzieła, znam już jego wartość artystyczną, wiem, jakich artystów chcemy tutaj sprowadzić i jak będzie wyglądało przedstawienie, bo przecież już je wymyśliłem. Według mnie, będzie to artystycznie coś bardzo wyjątkowego w stosunku do wszystkich prób robienia opery dawnej w Polsce.

Jedna z trzynastu

Domenico Giuseppe Scarlatti (1685-1757) od 1701 był organistą i kompozytorem kapeli królewskiej w Neapolu, od 1705 mieszkał w Wenecji. W 1709 objął stanowisko kapelmistrza w teatrze dworskim polskiej królowej Marii Kazimiery Sobieskiej. W latach 1719-1728 był kapelmistrzem kapeli królewskiej w Lizbonie. Od 1733 był nadwornym klawesynistą w Madrycie. Największe znaczenie w twórczości słynnego Włocha mają sonaty klawesynowe, których skomponował ponad 550. Pisał też msze, oratoria, kantaty, serenady. Znany jest także jako autor 13 oper, m.in.: Tolomeo et Alessandro (1711), Tetide in Sciro (1712), Amor d’un Ombra (1714), Narciso (1720). O tej pierwszej do niedawna wiadomo było tylko tyle, że... była. Od 300 lat uchodziła za zaginioną.

Niedawno w pewnej podlondyńskiej miejscowości zmarł właściciel pałacu, w którym znajdował się bardzo ciekawy zbiór biblioteczny. Ponieważ dotychczasowy właściciel nie miał spadkobierców, majątek trafił pod zarząd instytucji, pełniącej rolę podobną do tego, jaką spełnia nasze ministerstwo kultury. Gdy robiono porządek w bibliotecznych katalogach, natrafiono na zagubione dzieło Scarlattiego “Tolomeo et Alessandro” (czyli “Ptolomeusz i Aleksander”). Jego właścicielem jest obecnie Biblioteka Brytyjska. - Ale mamy wstępną obietnicę wyłączności na operę, czyli będziemy pierwszymi, którzy mogą ją wystawić - zapewnia Skolmowski. - Na owe czasy, to jest pop. Opera jest bardzo melodyjna. Mnóstwo cudownych melodii. I na szczęście zachowały się wszystkie nuty. Profesor Jerzy Żak z Krakowa, u którego jest teraz rękopis, zagrał mi kilka fragmentów - to jest śliczne. Urocze, łatwo wpadające w słuch melodie. To nie jest takie nudne poważne dzieło, gdzie już w połowie pierwszego aktu publiczność śpi.

Pomysł opery powstał w Oławie, zapewnia Skolmowski. Dzieje się na wyspie, prawdopodobnie na Cyprze. To jest tragiczna historia miłosna z elementami tragikomedii. Historia o prawowitym i nieprawowitym spadkobiercy tronu. Nie ma bezpośrednio mowy o Oławie. Nazwa miasta nie pada. Jasne jest jednak, że akcja opery opiera się na relacjach pomiędzy oławskimi królewiczami: Jakubem i Aleksandrem Sobieskimi.

Skolmowski uważa, że tak wyjątkowa okazja, jaką mogłaby być sceniczna realizacja odnalezionej opery, stać się powinna zachętą do zainscenizowania symbolicznego powrotu królewskiej rodziny Sobieskich do ich miasta - do Oławy. I właśnie pierwszą częścią wielkiego przedsięwzięcia, które reżyser proponuje Oławie, jest widowisko plenerowe pt. „Powrót Sobieskich do Oławy”.

I ty zostaniesz aktorem

Wizja reżyserska zakłada, że w inscenizacji udział wezmą mieszkańcy Oławy, a trasa przemarszu królewskiego orszaku przemieni się w miasto sprzed 300 lat, z charakterystycznymi straganami i walkami rycerskimi.

- Turniej rycerski, zwłaszcza konny, miałby miejsce na placu przez zamkiem - proponuje Skolmowski. - Cztery platformy przejadą ulicami i placami Oławy. W stosownych miejscach kawalkada zatrzyma się i tam odgrywane będą poszczególne epizody z “Powrotu Sobieskich do Oławy”. Paradę uświetni kawalkada konnego i pieszego rycerstwa. Wokół Oławy znajduje się wiele stadnin i hodowli koni, wielu mieszkańców posiada bryczki i powozy, które użyczone miastu na wielkie święto, także uzupełniałyby wspaniały korowód.

Akcja przedstawienia rozgrywałaby się z udziałem uczniów, radnych, strażaków, myśliwych, sportowców, rzemieślników i wszelkich innych miejscowych środowisk. Pomysł zakłada, by mieszkańcy czuli się kimś więcej, niż tylko biernymi obserwatorami i widzami. Do roli Królowej Marysieńki Sobieskiej Skolmowski proponuje Annę Dymną. W rolę jej trzech synów mieliby wcielić się wybitni aktorzy dramatyczni - “gwiazdy ekranu”, jak o nich pisze w projekcie. Oprócz nich do wykonania pierwszej części potrzeba jeszcze m.in. 60-80 - osobowego chóru Uniwersytetu Wrocławskiego, 6 par tancerzy z Opery Wrocławskiej, kilku solistów śpiewaków (najlepiej rodem z Oławy - sugeruje reżyser) i kilku instrumentalistów, oraz znakomitego dyrygenta dla orkiestry miejscowej szkoły muzycznej i choreografa. - Mam nadzieję, że znakomity polski kompozytor młodego pokolenia, Paweł Mykietyn, oławianin, nie odmówi swego udziału w święcie - mówi reżyser. - Może zechciałby napisać dla swojego miasta krótki utwór, np. hymn na cześć Sobieskich czy Muzykę Tryumfalną na modłę barokowych utworów okolicznościowych?

Ponieważ z przekazów historycznych wiadomo, że przed premierą “Tolomeo et Alessandro” w Rzymie pokazano gościom arrasy ze scenami inspirowanymi zwycięstwem króla Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, Skolmowski chciałby choć jeden taki arras zaprezentować w Oławie - w Izbie Muzealnej, gdzie arras wystawiono by na kilka miesięcy.

Po zakończeniu widowiska plenerowego odbyłaby się światowa premiera dzieła Scarlattiego. Gdzie? Jeszcze dokładnie nie wiadomo. Na razie reżyser zachwycony jest starą ujeżdżalnią w kompleksie zabytkowych obiektów stajni przy ul. 3 Maja.

Na Wawel!

Premiera opery 1 czerwca 2002 to ma być strzał w dziesiątkę, po którym wszystkim Polakom (a może i Europejczykom) powinno być wiadomo, że jest takie miasto Oława, które finansuje inscenizację opery i jako własny produkt prezentuje światu - tego jeszcze nikt nigdzie nie robił. Aby to się udało, niezbędne jest pozyskanie poważnych patronów medialnych, zorganizowanie transmisji radiowej, telewizyjnej, a przede wszystkim pozyskanie światowej sławy śpiewaków operowych. - Chodzi o kogoś klasy Placido Domingo - zapewniał zaskoczonych radnych Skolmowski. - I mówię to z całą odpowiedzialnością.

Opera barokowa nie jest bardzo rozbudowanym widowiskiem. Na scenie będzie 12 postaci: 6 mimów i 6 śpiewaków. Trzeba więc przygotować ok.25 kostiumów, 10 peruk, 25 par butów, 12 masek, 30-40 rekwizytów. Orkiestra na potrzeby opery ma liczyć 15-20 osób.

Reżyser planuje, że wielkich twórców trzeba zakontraktować na kilka spektakli. Na razie zaplanował je we Wrocławiu, w Warszawie i na Wawelu. Do tego planowane jest nagranie płytowe.

Za ile?

O ile radni zadecydują, że miasto chce opery, powstanie specjalna grupa, zajmująca się pozyskaniem pieniędzy od sponsorów. Nie obejdzie się jednak bez wkładu własnego. Reżyser ocenie realny koszt całego przedsięwzięcia na 400-500 tys. zł, przy czym wkład oławskiego samorządu powinien wynieść ok.25% tego, czyli minimum 100 tys. zł. Koszty są tak znaczne głównie ze względu na planowane nagranie (koszty realizacji płyty to ok. 70 tys. zł), materiały, rekwizyty i kostiumów (ok. 85 tys. zł) i honoraria (za scenografię, projekty kostiumów i prace projektowe nad “Powrotem Sobieskich” - ok. 20 tys. zł, za scenariusz, inscenizację i reżyserię obu części widowiska - ok. 45 tys. zł).

- Myślę, że może być nas stać na 100 tys. zł - mówił podczas sesji burmistrz Wiązowski. - I tak dajemy co roku tyle na organizację różnych imprez w mieście i na jego promocję, a nawet więcej. Uważam, że Oławę stać na to i chyba takie wydarzenie jest nam potrzebne.

Na razie rękopis opery znajduje się w Krakowie, u profesora Jerzego Żaka, znakomitego polskiego lutnisty i znawcy oper barokowych, który opracowuje zapis nutowy na potrzeby widowiska. Nie znaczy to jednak, że oławski samorząd ma jeszcze czas na decyzję w sprawie widowiska. - Do końca grudnia należałoby zaakceptować kształt widowiska, scenariusz, scenografię itd. - podsumowuje reżyser. - W lutym trzeba podjąć pierwsze działania reklamowe i marketingowe, przygotować afisze, billboardy. W marcu - nagranie płytowe. Premiera - na początku czerwca, być może połączona z miejscowym tradycyjnym Dniem Koguta.

Z kim?

Decyzja Rady Miejskiej w tej sprawie musi zapaść jednak znacznie wcześniej, najlepiej do końca września, aby odpowiednio wcześniej podjąć odpowiedzialne rozmowy z artystami, zarezerwować studio nagrań.

- To jest strasznie niepopularne, co ja mówię, ale coś takiego, jak widowisko plenerowe, chciałbym tutaj zrealizować - mówi Skolmowski. - I chciałbym, aby samo przedstawienie, które przez kilka lat będziemy potem pokazywać w różnych miejscach, było odruchem społecznym. Aby młodzież i mieszkańcy mieli w nim swój czynny udział. Po to chciałbym zamienić trasę przejazdu orszaku królewskiego w Oławę sprzed 300-400 lat. Aby bractwa rycerskie założyły małe obozy, aby pojawiły się stragany, aby wrócić do bajki z tamtych czasów. Małe miasteczka to miejsca, gdzie wszyscy się znają, gdzie można góry przenosić. Mogą tu zaistnieć siły zupełnie fascynujące. Jeżeli więc Rada Miejska Oławy podejmie decyzję, że robimy widowisko, to najpierw zaczynamy od szukania środków. A jeśli jakiegokolwiek sponsora mamy znaleźć, trzeba to robić na przełomie września i października.

Patronat artystyczny nad całością zgodziła się przyjąć prof. Ewa Michnik, dyrektor naczelny i artystyczny Opery Dolnośląskiej i dyrektor artystyczny Festiwalu Wratislavia Cantans. Jest duża szansa, że w skład komitetu honorowego zgodzą się wejść m.in. ks. kardynał Henryk Gulbinowicz, księżna Karin Sobieski, Marek Dyżewski z Akademii Muzycznej we Wrocławiu, czy hrabia Wojciech Dzieduszycki. - Rozmawialiśmy o pomyśle z nimi - mówi Skolmowski. - Wszyscy byli zachwyceni. Dla nich było oczywiste, że premiera powinna być w Oławie.

Będzie? Na razie radni jeszcze się zastanawiają, a czasu mają coraz mniej.

Jerzy Kamiński