Pamiętamy dobrze powódź sprzed czterech lat. Przez wiele dni kilka podoławskich wiosek stało w wodzie. Ludzie stracili sprzęt i dobytek. Z niektórych domów woda zabrała dosłownie wszystko

Powodzianom
z Wadowic

powrót

WADOWICE


Przy pomocy mieszkańców Zaskawia rozładowaliśmy bus z darami od oławian
Bardzo szybko z całego kraju zaczęła nadchodzić pomoc. Meble, ubrania, sprzęty domowe, pasza dla zwierząt i ziarno na siew. Zareagowały redakcje lokalnych gazet, organizując zbiórkę darów dla powodzian.

Kiedy w tym roku powódź rozlała się na południu kraju - nie mogliśmy pozostać obojętni. Na apel, jaki ogłosiliśmy na łamach naszego tygodnika, odpowiedziały firmy, instytucje, osoby prywatne. Mocno wsparły akcję firmy „Społem” PSS oraz CDN.

Skontaktowaliśmy się z redakcją wychodzącego w Wadowicach dwutygodnika „Nad Skawą”. Oni tam, na miejscu, najlepiej wiedzą, komu pomoc potrzebna jest najbardziej.

10 sierpnia ruszyliśmy busem wypełnionym darami, użyczonym bezpłatnie przez Tomasza Jasińskiego, właściciela firmy „Weronika”. Trafiliśmy do Wadowic. Tam szef gazety Edward Wyroba skierował nas na Zaskawie.

Zaskawie to dzielnica Wadowic między dwoma rzekami: Skawą z lewej i Kleczanką z prawej.

Woda wlała się we wtorek 24 lipca, a zeszła w nocy z 28 na 29 lipca.

- Obudził mnie w nocy wielki huk - opowiada Maria Maj, mieszkanka Zaskawia. - Myślałam, że zawalił się most na Skawie, a to woda tak szła.

- Wystarczyło 15 minut, żeby powodź ogarnęła wszystko - dodaje Urszula Dubel, przewodnicząca Rady Osiedla. - Było ponad pół metra wody więcej niż kiedykolwiek. Więcej szkody narobiła mała Kleczanka, zamieniając się w groźną rzekę.

Woda stała na osiedlu przez 4 dni. Zniszczyła całkowicie plony w 17 gospodarstwach. W niektórych miejscach lustro wody było metr nad kłosami. - Kiedy później kombajn wszedł na pole - młócił samą słomę, bo ziarno wysypało się na ziemię - opowiada Maria Maj.

Mieszkańcy twierdzą, że pozostawiono ich samym sobie. Na wielkie prośby i błagania przywieziono im jedynie puste worki. Napełniali je w pośpiechu żwirem, ziemą, nawet trocinami i umacniali wały przeciwpowodziowe.

Transport darów z Oławy jest pierwszym wsparciem, jakie otrzymali mieszkańcy Zaskawia. - Serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy nam pomogli - mówi Urszula Dubel. - Najważniejsze, że ktoś o nas pamiętał.

Tekst i fot.Adam Sieczka

 


Dzieci na chwilę przed wyjazdem z Wadowic na wypoczynek do Bystrzycy

Z Wadowic do Bystrzycy

- Władze gminy Oława zadecydowały, że możemy przyjąć na wypoczynek 40 dzieci z terenów nawiedzonych przez powódź - dowiedzieliśmy się tuż przed wyjazdem do Wadowic od Józefa Pyrzyka, inspektora do spraw kultury w gminie Oława. W Wadowicach, dzięki pośrednictwu szefa redakcji „Nad Skawą”, udało się w krótkim czasie zorganizować odpowiednią grupę dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjów, mieszkających na Zaskawiu.

Autobus oławskiego PKS wyruszył z Wadowic do Bystrzycy w gminie Oława 13 sierpnia. Dzieci ulokowano w bystrzyckiej szkole. Już następnego dnia wadowiczanie pojechali zwiedzać Wrocław. - Zaczniemy tradycyjnie od Panoramy Racławckiej - mówi Józef Pyrzyk. - Potem Rynek i ZOO. Popłyniemy też statkiem po Odrze.

Dzieci z Wadowic będą przebywać w Bystrzycy do 26 sierpnia. Koszty wyżywienia, noclegów, wycieczek pokrywa Urząd Gminy w Oławie.

- Większość z 41 dzieciaków, które przyjechały do Bystrzycy, nigdy nie było we Wrocławiu. Na pewno skorzystają na tym wyjeździe. Myślę, że ten gest pomocy ze strony samorządu gminy Oława będziemy pamiętać - mówi Bogumiła Kleszcz z Zaskawia, która przyjechała do Bystrzycy w roli opiekunki.