2 lipca odbył się w Jelczu-Laskowicach festyn parafialny, którego celem było zebranie pieniędzy na budowę kościoła w parafii pod wezwaniem św. Maksymiliana Marii Kolbego. Na tę okazję przygotowano specjalne znaczki, koperty. Impreza się udała, dopisała frekwencja i pogoda. O budowie, planach i festynie rozmawiamy z księdzem Januszem Nowickim, proboszczem tej parafii
|
Pięć lat budowy |
|
JELCZ-LASKOWICE |
![]() |
|
ksiądz Janusz Nowicki
|
- Prace budowlane rozpoczęły się w roku 1995. Najpierw zalano ławy fundamentowe, później fundamenty i mury. Następnie powstawała cała konstrukcja dachu. W ubiegłym roku, kiedy był organizowany pierwszy festyn, zebrane pieniądze przeznaczyliśmy na witraże. Są one już zamontowane w kościele.
|
Na II festynie parafialnym zebrano 38.846 zł i 80
gr |
- A na jakim etapie jest budowa teraz?
- Obecnie kończymy wieżę i będziemy przystępować do montażu drzwi, które już są zamówione, i rozpoczną się prace wewnątrz kościoła. Pieniądze z tegorocznego festynu są właśnie przeznaczone na drzwi.
- Budowa trwa już pięć lat. Jak ksiądz myśli, kiedy może się zakończyć? - W tej chwili trudno przewidzieć, kiedy nastąpi zakończenie i konsekracja kościoła. To wszystko jest uzależnione od pieniędzy. Wszystko jest bardzo drogie. Nie chciałbym określić jakiejś daty, a potem się nie wywiązać.
- Jednym ze sposobów pozyskiwania pieniędzy jest festyn...
- Tak, organizowaliśmy
go po raz drugi. Trzeba go odpowiednio rozpropagować i rozreklamować. Oczywiście
najwięcej zależy od zaangażowania ludzi. Bardzo zaangażowali się: komitet organizacyjny,
burmistrzowie z J-L, Towarzystwo Przyjaciół Ziemi Jelczańsko-Laskowickiej i
sponsorzy, bez których ta impreza nie mogłaby się odbyć.
Pracowała nad tym duża grupa ludzi. Zorganizowano między innymi loterię fantową,
która podobnie jak w zeszłym roku cieszyła się ogromnym powodzeniem. Rok temu
rower - nagroda główna - pojechał do Krakowa, a tym razem został w Jelczu-Laskowicach.
W tym roku zabrakło losów, a sprzedaliśmy ich 2 tys. To piękna sprawa. Nie było
takiego tłoku, jak wcześniej, bo loteria była w namiocie i poszło sprawniej.
- Czy oprócz festynu, pozyskuje ksiądz środki w jakiś inny sposób?
- Są to datki wiernych parafian, którzy włączają się cały czas w budowę świątyni. To wszystko budują ludzie. Jest kilku sponsorów z tego terenu i to wszystko. Nie dostaję żadnych specjalnych dotacji.
- A czy parafianie pomagają też przy budowie?
- Pomagają, ale większość prac jest takich, że muszą je wykonywać fachowcy. Drobne prace, np. porządkowe, wykonują parafianie. Gdy zwracam się do nich z prośbą o pomoc, to przychodzą. Jest zaangażowanie, ale głównie ze strony starszych. Pragnąłbym, aby przychodziło więcej młodych, bo to jest młoda parafia. Najwięcej jest w niej ludzi w średnim wieku.
- A ilu wiernych liczy parafia?
- Ponad 10 tys. Z tego, w czasie niedzielnych mszy św. jest ok. 3,5 tys. wiernych. - Jak duży będzie kościół, ile zmieści ludzi?
- Półtora tysiąca wiernych zmieści się lekko. Kościół jest duży, szeroki i wysoki. Teraz, gdy nabożeństwa odbywają się w kaplicy, ludzie stoją na zewnątrz, bo w środku jest strasznie duszno i gorąco. Kościół ma grube mury, jest potrójnie szklony, więc gorąco nie będzie.
- Wygląd kościoła zapowiada się w konwencji raczej nowoczesnej?
- To wszystko jest jeszcze do uzgodnienia. Każdy krok jest konsultowany z księdzem kardynałem i z księdzem, który zajmuje się sztuką sakralną. Konstrukcja architektoniczna jest w kształcie krzyża, nie ma żadnych filarów, które odgradzałyby części kościoła, nie ma żadnych słupów. Jest to konstrukcja halowa. Zobaczymy, jak to później wyjdzie, ale charakter jest raczej nowoczesny. rozm. Monika Gałuszka