MKS Autoliv Oława - Prochowiczanka Prochowice 2:0

Pomroczność

powrót

IV liga piłki nożnej

PLEBISCYT 2004

1:0 - Mateusz Gogola (w 16 min.)
2:0 - Dawid Lipiński (47)

14 października 2006. Oława. Stadion OCKF. Widzów ok. 150.

Marcin Jegliński jako główny oraz Maciej Kołodka i Sławomir Tokarski - asystenci liniowi (OKS Wałbrzych). .

Bartłomiej Makuch (w 90 min.) - za faul
Stanisław Zakliński (w 36 min.) i Mateusz Gogola (38) - za faule, oraz Dawid Lipiński (77) - za kopnięcie piłki po gwizdku.
MKS Autoliv: Mordal (5) - Szponar (4), A.Gancarczyk (5), Makuch (2) - Gogola (4), Zakliński (4) (87 Grabowski - nie sklasyf.), Ochmański (4), Żelasko (5), Siwiński (4) - Idczak (2) (46 Lipiński - 3), Konon (5) (85 Domański - nie sklasyf.).
Prochowiczanka: Skierski - Pisarski, Smolarek, Drozdowski, Węgłowski - Niewdana (57 Kula), Antosiewicz, Matyja (80 Strzelczyk), Serkies - Sawiński, Sinkiewicz..
Po niezbyt efektownej grze, toczonej zwłaszcza w II połowie przy zapadającym zmroku, oławianie pokonali Prochowiczankę, ale w 90 minucie stracili Bartłomieja Makucha, który za faul na Dariuszu Sawińskim, został usunięty z boiska

Początek meczu przypominał środowy pojedynek z BKS Bolesławiec. Oławianie od pierwszych minut narzucili swój styl gry i zdecydowanie dominowali na boisku. Już w 6 minucie bliscy zdobycia gola byli Stanisław Zakliński i Łukasz Ochmański, ale na przeszkodzie stanął dobrze broniący golkiper gości Łukasz Skierski.

W 12 minucie, po wrzutce Mateusza Szponara z rzutu wolnego, w dobrej sytuacji był jego imiennik Gogola, ale nie sięgnął piłki. Gdy pierwszy kwadrans zbliżał się do końca, zrobiło się bardzo ciekawie. Najpierw indywidualną akcję przeprowadził najlepszy strzelec Prochowiczanki Marek Sinkiewicz. Ograł w naszym polu karnym Mateusza Szponara i Andrzeja Gancarczyka, ale nie zdołał przebrnąć przez Jarosława Mordala, który po krótkiej banicji powrócił do bramki MKS.

Chwilę później zaatakowali oławianie i po dwójkowej akcji Ochmańskiego i Krzysztofa Konona, piłka wyszła na rzut rożny. Jego wykonawcą był Konon, który idealnie podał Mateuszowi Gogoli na głowę, a ten ładnym strzałem w krótki róg pokonał Skierskiego.

Potem znów obserwowaliśmy powtórkę z Bolesławca, bo oławianie zamiast pójść za ciosem, cofnęli się do obrony. W efekcie pod bramką Mordala co chwilę było gorąco, szczególnie po stałych fragmentach gry. Jarosław Mordal był jednak w dużo lepszej dyspozycji, niż jego zmiennik Radosław Florczyk w I połowie pojedynku z BKS i dlatego tym razem oławianie zachowali do przerwy czyste konto. Mordal miał też więcej szczęścia, bo np. w 20 minucie Przemysław Smolarek trafił do siatki, ale arbiter odgwizdał spalonego, a w 43 minucie Dariusz Sawiński strzelając z około 5 metrów, przeniósł piłkę nad naszym golkiperem i nad bramką.

Druga połowa rozpoczęła się idealnie dla gospodarzy, bo już pierwsza ofensywna akcja przyniosła im gola. Konon zagrał prostopadle do Macieja Siwińskiego, który ściągnął na siebie dwóch obrońców i Skierskiego, a następnie wyłożył piłkę Dawidowi Lipińskiemu, który płaskim strzałem do opuszczonej bramki dopełnił formalności.


Mateusz Gogola (z lewej), zdobywając swoją pierwszą bramkę w IV lidze, otworzył wynik meczu z Prochowiczanką

Od tego momentu z gości jakby zeszło powietrze i ich ataki przez kilka kolejnych minut nie były groźne. Oławianie natomiast zagęścili środek pola i groźnie kontrowali. W 55 minucie Ochmański, a w 60. Konon strzelali zza pola karnego na bramkę Prochowiczanki, ale niecelnie. Potem znów Konon próbował pokonać Skierskiego, ale ten nie dał się zaskoczyć. W 70 minucie, po wrzutce Konona ze skrzydła, Dawid Lipiński uderzył z woleja, ale nie trafił w bramkę z 5 metrów.

W końcowym kwadransie przyjezdni rzucili się do ataku i mieli kilka okazji do przynajmniej zmniejszenia rozmiarów porażki, ale albo byli blokowani przez oławskich obrońców, albo świetnie bronił Mordal - np. w 80 minucie instynktownie zablokował strzał Andrzeja Węgłowskiego.

Gdy mecz dobiegał końca, Bartłomiej Makuch w niegroźnej sytuacji, przy linii bocznej boiska, próbował wślizgiem wybić piłkę Sawińskiemu, ale zamiast w futbolówkę, trafił w nogi rywala i arbiter pokazał naszemu obrońcy czerwoną kartkę, która eliminuje go z udziału w co najmniej dwóch następnych meczach.

I jeszcze jedna sprawa. Zbyt późne rozpoczęcie meczu spowodowało, że zwłaszcza w końcowych minutach z powodu szybko zapadającego zmroku kibice i sędziowie mieli kłopoty z obserwacją zmagań piłkarzy. Kierownik klubu Dariusz Witkowski tłumaczył, że termin meczu wyznaczono dużo wcześniej, ale nagle załamała się pogoda i stąd te ciemności nad oławskim stadionem. Następne dwa mecze oławianie także zaczynają o 16.00. Oby pogoda była lepsza...

Krzysztof A. Trybulski