12 lipca rozpoczął się proces Stanisława J. - byłego
przewodniczącego Komisji Prawa i Porządku Publicznego Rady Miejskiej w O., którego
prokuratura oskarżyła o dotkliwe pobicie młodego oławianina
|
Kopali, aż strzelało!
|
|
Z powodu nieobecności adwokatów
miejskiego rajcy, rozprawa była wcześniej dwukrotnie odraczana. 12 lipca Sąd Rejonowy
w Oławie mógł już bez przeszkód rozpocząć procedurę procesową, bo choć i tym razem
na salę rozpraw nie przybył Kazimierz Majdra - jeden z adwokatówoskarżonego, to
drugi z obrońców - mecenas Piotr Jaworski, zadeklarował występowanie jako substytut
nieobecnego kolegi, a Stanisław J. wyraził na to zgodę.
Prokurator oskarża radnego J.
Akt oskarżenia odczytał prokurator Andrzej Pasierski. Zarzucił Stanisławowi J.,
że 30 sierpnia 1999 r., na oławskim osiedlu Zwierzyniec Duży, wspólnie i w porozumieniu
z Pawłem P., uderzając rękoma i kopiąc po całym ciele Roberta R., spowodował u
ofiary uszkodzenie okolicy lędźwiowej i stłuczenie nerki, skutkujące koniecznością
leczenia i rehabilitacji powyżej 7 dni, a to w myśl art. 158 par. 1 Kodeksu karnego
jest przestępstwem.
O całej sprawie pisaliśmy już kilkakrotnie, przypomnijmy więc tylko, że feralnego dnia dwaj młodzi oławianie - Daniel S. i Robert R. - przejeżdżali obok posesji Roberta J., syna radnego Stanisława J., i natknęli się na blokujące drogę samochody, z których jeden należał do miejskiego rajcy, a drugi do jego syna. Mimo prośby, Stanisław J. nie chciał usunąć aut, uważając że jest dość miejsca do przejazdu. Prócz tego, drogę, po której poruszali się dwaj przejeżdżający, uznawał za swoją prywatną własność. Zdenerwowany Daniel S., wypowiedział poprzez otwarte okno w swoim samochodzie kilka ostrych słów, a następnie ostrożnie minął auta panów J. i pojechał do znajdującego się w pobliżu będącego w budowie domu swoich rodziców. Po kilku chwilach doszło tam do bójki...
Dochody radnego J. i śmiech na sali
Na rozprawie w dniu 12 lipca br., po wypowiedzi prokuratora, sąd najpierw ustalił
sytuację rodzinną i materialną oskarżonego. Stanisław J. zeznał m.in., że ma wykształcenie
średnie i osiąga miesięczne dochody na poziomie od 1,5 do 2 tysięcy złotych. Ta
informacja wywołała śmiech na widowni, na co Stansiław J. zareagował słowami:
- Trudno mi określić dokładnie dochody, bo ciągle się coś kupuje i w coś inwestuje!
Następnie sąd zapytał oskarżonego, czy przyznaje się do winy? - Tak, proszę Wysokiego Sądu i ubolewam nad tym co się stało! Nie doszłoby jednak do tego zdarzenia, gdybym nie został sprowokowany obraźliwymi i wulgarnymi słowami - odpowiedział oskarżony.
Prokurator Pasierski zapytał, czy w takiej sytuacji, gdy oskarżony zademonstrował spolegliwą postawę, nie należałoby zakończyć postępowania procesowego? Nie zgodził się na to mecenas Piotr Jaworski, który stwierdził, że jego klient nie kwestionuje swojego udziału w samym zdarzeniu, ale nie przyznaje się do roli, jaką mu przypisała prokuratura.
Prawdziwy mężczyzna
Stanisław J. oświadczył w sądzie, że podtrzymuje swoje zeznania, złożone w śledztwie.
Wynikało z nich, że gdy młodzi ludzie przejeżdżali obok posesji, jeden z nich
krzyknął z samochodu w stronę radnego: “Ty cmentarny ch...!”. Na to zareagował
Robert J. - Syn powiedział do mnie: “Tato, jak tacy gówniarze mogą ci ubliżać?”.
Chciał do nich biec z żądaniem przeprosin, ale ja machnąłem na to ręką i powiedziałem,
żeby dał sobie spokój - zeznawał Stanisław J. - Syn był jednak mocno zdenerwowany.
Złapałem go za koszulę, ale ta się podarła, więc wyrwał mi się z rąk i pobiegł
do nich. Ponieważ to było w niewielkiej odległości od miejsca gdzie stałem, po
chwili zauważyłem, że pod domem sąsiada młodzi się szamoczą. Bałem się o syna,
bo ich było dwóch, a on sam, więc ruszyłem mu na pomoc. Podbiegłem do Roberta
R., uderzyłem go otwartą ręką gdzieś po szyi lub ramieniu, kopnąłem lekko w tyłek
i powiedziałem: “Idź na skargę do mamusi!”. I to była cała moja rola w tym zdarzeniu.
Nikogo więcej nie biłem ani nie kopałem! Zareagowałem na obraźliwe słowa - tak,
jak powinien zareagować każdy prawdziwy mężczyzna! Po przesłuchaniu w strzelińskiej
prokuraturze podszedłem do Roberta R. z przeprosinami, ale on ich nie przyjął
i powiedział, że da mi jeszcze w tej sprawie odpowiedź. Później już się jednak
ze mną nie kontaktował i do przeprosin nie doszło. Spór był niepotrzebny, droga
obok posesji syna, którą wspólnie z nim utwardziłem szlaką, ma od 5 do 6 metrów
szerokości i spokojnie zmieści się tam kilka samochodów. Najpierw nie mogli przejechać,
a chwilę później okazało się, że bez przeszkód przejechali!
Proces polityczny?
Występujący w roli oskarżyciela posiłkowego mecenas Stanisław Legięć zapytał oskarżonego,
czy w tamtym czasie pełnił jakąś ważną funkcję w samorządzie gminnym? Zaprotestował
adwokat Jaworski: - Wnoszę o uchylenie tego pytania, bo to nie jest proces polityczny!
Zanim sąd coś postanowił, oskarżony powiedział, że nie zaspokoi ciekawości mecenasa
Legięcia, powtórzył przy tym argument swojego obrońcy i dodał: - Gomułka został
pierwszym sekretarzem, a przecież wcześniej siedział w więzieniu!
W kolejnej fazie rozprawy sąd przystąpił do przesłuchania pokrzywdzonego Roberta R., który także potwierdził złożone wcześniej w śledztwie zeznania. Wynikało z nich, że kilka chwil po sporze o zaparkowane auta rodziny J., przed domem rodziców Daniela S. rozpakowywał wspólnie z nim znajdujące się w samochodzie weselne prezenty. Wtedy przybiegł do nich młody J. i zaatakował Daniela S. Po chwili do Roberta R. podbiegł starszy z panów J. i próbował go uderzyć w twarz. Zaatakowany potknął się o jedną z dziur, których tu było jeszcze pełno z powodu trwającej budowy. Gdy się przewrócił, na całym ciele poczuł kopniaki. Zasłonił twarz i głowę rękami, ale widział, że kopie go Stanisław J. i drugi towarzyszący mu młody mężczyzna. Jak później ustaliła policja, był to Paweł P., wówczas czasowo mieszkający u Roberta J. i dorywczo u niego pracujący. Przed kilkoma miesiącami oławski sąd prawomocnie orzekł, że Paweł P. współuczestniczył czynnie w pobiciu Roberta R., i ukarał go za to grzywną w wysokości 500 zł. Stanisław J. zeznał teraz, że Paweł P. nie brał udziału w bójce: - Przysięgam, że on stał obok spokojnie i tylko patrzył. Nikogo nawet palcem nie dotknął!
Jaki ch...?
Kolejny świadek - Daniel S., potwierdził niemal całkowicie zeznania pokrzywdzonego
Roberta R. Przyznał przy tym, że wypowiedział kilka ostrych słów pod adresem Stanisława
J., bo bardzo zdenerwowała go odmowa przestawienia samochodów: - Auta panów J.
blokowały przejazd. Bałem się jechać po krzakach, bo mogłem porysować lakier i
złapać gumę. Poza tym, wiozłem swoje ślubne prezenty, wśród których były wyroby
ze szkła i bałem się, że jadąc po dziurach, mogę je potłuc. Nie pamiętam dokładnie
jak brzmiały te obraźliwe słowa, ale zdaje się, że powiedziałem “To ch..., trup!”.
Te słowa skierowałem jednak nie do Stanisława J., tylko do siedzącego obok mnie
w samochodzie kolegi. Stanisław J. mógł je jednak usłyszeć, bo wypowiedziałem
je głośno, a szyby w samochodzie były opuszczone.
Roberta R. kopali Stanisław J. i Paweł P. To było istne “butowanie”! Przestali dopiero wtedy, gdy zza domu wybiegł z kijem i psem mój wujek, Jan S. - zakończył zeznania Daniel S.
Pobiegł po broń?
Właśnie Jan S. był ostatnim ze świadków, przesłuchanym przez sąd 12 lipca. Potwierdził,
że przebywał wówczas na budowie domu swojego brata i wybiegł, gdy usłyszał jakieś
hałasy. Zobaczył wówczas, jak Stanisław J. z drugim mężczyzną kopią skulonego
pod płotem Roberta R.: - Kopali aż strzelało, tak jakby w beczkę walili! - zeznawał
Jan S. - A gdy mój bratanek próbował ich odciągnąć, to Stanisław J. chciał go
kopnąć w krocze! Odstąpili dopiero wtedy, gdy ja podbiegłem do nich z kijem i
psem! Tym drugim facetem, który kopał, był syn radnego J.
Mecenas Jaworski zapytał świadka, czy jest pewien tego, że jednym z kopiących był Robert J.? - Tak. Pamiętam go dobrze, bo jak odskoczył od leżącego Roberta R., to krzyknął do ojca, że biegnie do domu po broń! - powiedział stanowczo Jan S. Po chwili przyznał jednak, że choruje na zaćmę i nie widzi zbyt dobrze nawet z niewielkiej odległości.
Jako świadkowie mieli być jeszcze przesłuchani Paweł P., Robert J. i Zbigniew D. Żaden z nich nie pojawił się jednak w tym dniu w sądzie. Zamiast Pawła P. omyłkowo wezwano jego brata, Michała, a ten nie miał w tej sprawie nic ciekawego do powiedzenia. Roberta J. usprawiedliwił oskarżony Stanisław J.: - Syn w tym samym czasie musiał się zająć organizacją pogrzebu. Przyczyna nieobecności Zbigniewa D. nie została oficjalnie wyjaśniona.
Wobec konieczności przesłuchania wszystkich zawnioskowanych świadków, Sąd
postanowił przerwać rozprawę i wyznaczył termin kolejnego posiedzenia na 28
sierpnia br. - rozpoczęcie o godzinie 14.00.
(telka)