Od jakiegoś czasu po oławskich lasach biegają uzbrojeni młodzi ludzie. Najczęściej zbierają się w weekendy. Ubrani w mundury z demobilu, z przeróżnym wyposażeniem i bronią. Podczas odpraw dzielą się na drużyny i wyznaczają sobie zadania. Z mapami terenu ruszają w kierunku wytyczonych celów. Po jakimś czasie słychać w lesie strzały. To znak, że dwie grupy związały się w walce

Zabawa w wojnę

powrót

Więcej na: www.foxhound.asg.prv.pl



Drużyna oławskich sympatyków ASG - stoją (od lewej): Bartek Lichota, Mateusz Sander, Konrad Nowak, Adrian Niedźwiecki i Radosław Ozga, a w dolnym rzędzie: Łukasz Sander, Piotr Skibiński, Daniel Gwóźdź i Dariusz Chmura


- Zbierają się w lasach pod Oławą i... walczą
(na fot. Bartek Lichota)


Łukasz i Mateusz Sanderowie testują broń przed rozgrywką


Z bazooki strzelają Piotr Skibiński i Konrad Nowak


Daniel Gwóźdź podczas zwiadu

Swoją przygodę zaczynali na strzelnicy, używając pistoletów zakupionych w kiosku. Kosztowały po kilkadziesiąt złotych.

- Chcieliśmy zaangażować się w paintballa, ale to dosyć drogi „sport”, a ponadto pojechaliśmy na zlot ASG - mówi Bartek Lichota. - Bardzo nam się podobało to, co zobaczyliśmy, bo air soft gun nie polega na bezsensownej strzelaninie i naznaczaniu rywali plamami kolorowej farby. Byliśmy już na zlotach pod Legnicą, w Miłogostowicach i Raszówce, a w najbliższym czasie także chcemy gdzieś pojechać.

Air soft narodził się po zakończeniu II wojny światowej w Japonii, która miała zakaz posiadania broni palnej. Wymyślono repliki karabinów, aby żołnierze mogli się szkolić. Zabawa polega na wypełnianiu wcześniej przygotowanych scenariuszy. Zadaniem drużyny może być np. odszukanie w terenie i przejęcie dokumentów, zdobycie flagi przeciwnika, opanowanie i utrzymanie w określonym czasie bazy wroga, odbicie zakładników, obroną strategicznego punktu, zdetonowanie lub rozbrojenie min, albo zniszczenie jakiegoś celu. I właśnie realizmem odtwarzanych potyczek oraz akcji wojskowych ASG różni się od paintballa. Nikt nie chce zniszczyć sobie munduru i wyposażenia wartego często tysiące złotych.

- Paramilitarna zabawa jest odskocznią od rzeczywistości, świetnym sposobem na odreagowanie od stresów życia codziennego - twierdzi Dariusz Chmura. - To prawdziwa nirwana. Dlatego przy pomocy internetu, na stronie zrzeszającej polskich sympatyków ASG, założyliśmy klub. Obecnie w Oławie pasją do biegania z bronią po lesie zaraziło się około 30 osób. Zależy nam, aby znaleźli się kolejni chętni do zabawy, bo im więcej ludzi uczestniczy w rozgrywce, tym ciekawszy jest scenariusz. Minimalny wiek uczestników zlotu czy członków klubu to 16 lat, ale osoby niepełnoletnie muszą mieć zgodę rodziców. My jesteśmy dwudziestolatkami, lecz air soft gun jest popularny przede wszystkim wśród trzydziestolatków o ustabilizowanej sytuacji finansowej, ponieważ nie jest to najtańsze hobby.

Całkiem niezłą replikę broni strzeleckiej kupi się już za 500 zł, ale można równie dobrze wydać 8 tys. zł lub nieprzerwanie inwestować i wymieniać poszczególne części karabinów, by poprawiać ich działanie i niezawodność. Ponadto okazyjnie kupowane są battle dresy, hełmy, noże, krótkofalówki, siatki maskujące, lornetki, kamizelki kuloodporne, plecaki, manierki i pozostałe wyposażenie wojskowe z demobilu, by odwzorować wygląd żołnierzy różnych armii. Na większych zlotach używane są środki pirotechniczne. Dodatkowo każdy uczestnik zabawy musi mieć gogle, które chronią oczy. Może się zdarzyć, że ktoś zostanie trafiony w głowę, a siła rażenia replik na niedużych odległościach jest całkiem spora. Były już przypadki przebicia ucha, czy wybicia zęba. Dlatego przed rozgrywką zawsze wywieszane są informacje o manewrach w lesie, w którym ma się toczyć walka. Żaden przypadkowy przechodzień nawet przez chwilę nie może być narażony na uszczerbek zdrowia.

Repliki broni strzeleckiej używane w ASG działają na podobnej zasadzie jak wiatrówki, mogą być gazowe, sprężynowe lub elektryczne. Ładuje się je plastikową 6-milimetrową amunicją kulkową o wadze od 0,12 do 0,45 grama, pociski uzyskują prędkość do 130 m/sek. Zasięg rażenia takich replik waha się od 25 m dla pistoletów, do 80 m dla broni długiej, jednak skuteczny ogień można prowadzić do 60 m. Natomiast z karabinów snajperskich można razić cele znajdujące się w odległości 100 m. Ponadto niektórzy „żołnierze” uzbrojeni są w repliki rakietnic, bazook, granatników czy panzcerfaustów.

Członków rywalizujących formacji rozróżnia się po różnokolorowych opaskach na rękach. - Podczas zabawy obowiązuje zasada fair play - tłumaczy Łukasz Sander. - Jeśli ktoś zostanie trafiony, to podnosi ręce do góry, lub zakłada na głowę kawałek czerwonego materiału i udaje się do wyznaczonego miejsca kary (tzw. spawn), gdzie czeka przez określony czas, np. 5 minut, po czym ponownie wraca do gry. Osoby, które nie stosują się do tych zasad, są całkowicie wykluczane z rozgrywki. Bawią się z nami również kobiety, które w niczym nie ustępują mężczyznom, a nawet są bardziej nieustępliwe. Należy podkreślić, że liczy się dobra zabawa, po której siadamy wspólnie przy ognisku, opowiadając sobie przeżycia z pola walki.

Tekst i fot.: Jacek Placety
jacek@gazeta.olawa.pl