|
|
Wojciech Ganczarek z Jelcza-Laskowic został jednym z 37 stypendystów, wyłonionych w III edycji programu “zDolny Śląsk” |
|
Nikt nas nie powiadomił
|
|
JELCZ-LASKOWICE
|
Monika Danieliszyn mieszka w Jelczu-Laskowicach. O śmierci brata dowiedziała się od sąsiadów. Było to ok. godz. 19.00. Zaraz zadzwoniła na KP w J-L. - Dyżurny powiedział mi, że był wypadek, a on nie wie, kto zginął - mówi ze łzami w oczach Monika Danieliszyn. - Powiedziałam mu, że to mój brat. Spytał mnie o jego imię i nazwisko, to mu podałam. Spytał, czy ma czerwonego malucha i powiedział że nie żyje i że nie mogą go wyciągnąć z samochodu. Rozpłakałam się i rozłączyłam, bo nie mogłam dłużej rozmawiać.
O godz. 19.45 Monika Danieliszyn z matką i mężem pojechali na miejsce wypadku. Wspólnie czekali na karawan. Siostra zmarłego twierdzi, że straszne w tym wszystkim jest także to, że nikt nie poinformował o tragedii matki i nie wezwano jej na identyfikację zwłok. Jej zdaniem, wszystkiemu winien jest policjant, który miał wtedy dyżur. To on powinien zawiadomić rodzinę.
- Wiem, że policjanci, którzy byli na miejscu wypadku, powiadomili dyżurnego, że ofiarą wypadku jest jeden z braci Łapiaków - mówi pani Monika. - Rozmawiałam z komendantem KP w
J-L i powiedział mi, że czasami jest lepiej, żeby rodzina nie wiedziała od razu.
Dzień po wypadku, 22 września, Monika Danieliszyn złożyła skargę na dyżurnego do komendanta powiatowego policji w Oławie. Komendant KP w J-L Arkadiusz Domagała nie chciał komentować tej sprawy. - Pani Danieliszyn złożyła skargę i będzie to przedmiotem postępowania wyjaśniającego - mówi. - Ustali się, czy ze strony policjanta doszło do zaniedbania, czy nie. Skargę rozpatrzy komendant powiatowy.
Czas powiadomienia osoby bliskiej denata zależy od możliwości zidentyfikowania go przez policję lub inne osoby, od czynności procesowych, prowadzonych na miejscu zdarzenia lub innych okoliczności, które mogą się zmieniać. Jedno jest niezmienne - policja musi poinformować rodzinę ofiary wypadku. Zwykle informuje ją w celu identyfikacji zwłok. Czasami odbywa się to prędzej, czasami później.
W tej sprawie najważniejsze wydaje się ustalenie, kiedy policjanci ustalili personalia denata. Ma to wyjaśnić postępowanie policyjne.
Rodzina zmarłego liczy, że ktoś zostanie ukarany. - Nie może tak być, że w chwili, gdy rodzinę spotyka taka tragedia, nikt nie zadzwoni, nie powiadomi o śmierci ukochanej osoby - mówi Monika Danieliszyn. - Uważam, że to arogancja. Nie można tak traktować ludzi. Brat zasługiwał na to, aby rodzina była przy nim cały czas, nawet po śmierci. Mieszkamy w Jelczu-Laskowicach, gdyby nie powiedzieli nam o jego śmierci obcy ludzie, to kiedy byśmy się dowiedzieli?
Monika Danieliszyn powinna otrzymać odpowiedź na swoją skargę w ciągu 30 dni. Do sprawy wrócimy.