|
|
|
|
List do Niego |
|
OŁAWA
|
|
|
Jeszcze kilka tygodni temu wzruszałem się tym fragmentem Twojej najnowszej książki „Pamięć i tożsamość”, gdy opisywałeś chwile tuż po zamachu.
- Tak, pamiętam tę drogę do szpitala - piszesz. - Zachowałem jeszcze przez jakiś czas świadomość. Miałem poczucie, że przeżyję. Cierpiałem, był powód do strachu - ale miałem taką dziwną ufność. Mówiłem do księdza Stanisława Dziwisza, że wybaczam temu zamachowcowi. Co się działo w szpitalu, już nie pamiętam.
Czytałem ten fragment kilka razy i próbowałem zrozumieć, co działo się w Twojej głowie, gdy parę minut po tym, jak ktoś chciał odebrać Ci życie, znajdujesz siłę, by dać znać światu, że wybaczasz. Krew, strach, ból, reanimacja, krzyki, pośpiech... - a Ty przede wszystkim wybaczasz. To niesamowite. Zwłaszcza dla nas, prostych, którzy często nawet najbliższym nie potrafimy wybaczyć jakiejś drobnej krzywdy czy zaniedbania. A co dopiero wybaczyć zabójcy?
Ty potrafiłeś.
|
PAPIESKIEW WARTOŚCI (API) - na podst. www.tvp.pl/papieza
|
Właściwie to człowiek dojrzały, świadomy, zawsze powinien być gotowy na niespodziewaną śmierć drugiego człowieka. Ale właśnie wtedy ta moja gotowość przybrała materialną postać. Pamiętasz? Byłeś wtedy najbardziej oławski, bo wynosiłeś na ołtarze oławianina - Bernarda Lichtenberga. Miałem to szczęście, by znaleźć się blisko Ciebie, na Stadionie Olimpijskim w Berlinie, gdzie odbywała się ta uroczystość. Miałem sporą torbę ze sprzętem fotograficznym i okazało się, że to wystarczająca przepustka. Długo nie mogłem ochłonąć, gdy dotarło do mnie, że właściwie nikt mnie nie sprawdzał. Nie przechodziłem przez żadną bramkę z wykrywaczem metali, nikt mnie nie obmacywał, nie było psów, nikt nie przeglądał zawartości mojej torby. A przecież mogłem mieć tam wszystko, nawet bombę.
Wiem, to głupie, ale tak wtedy pomyślałem. Że jesteś tak bardzo dostępny dla wszystkich, tak bardzo otwarty, choć zawsze może ponownie znaleźć się ktoś, kto zechce Cię skrzywdzić. Myślałem wtedy też o kruchości życia, które można zabrać, bo właśnie ktoś na czas nie sprawdził, nie uprzedził, nie zatrzymał.
|
|
Dotarłem tak blisko. W grupie reporterów z całego świata mogłem poczuć podmuch powietrza, gdy się poruszasz. Mogłem zrobić zdjęcie Twojej twarzy - ukazało się potem na pierwszej stronie naszej gazety.
I wtedy właśnie pomyślałem, że być może już nigdy nie będę tak blisko, by zrobić Ci zdjęcia. Że już nigdy nie będziesz tak oławski, jak wtedy. A przecież kiedyś odejdziesz, więc te zdjęcia będą jeszcze przydatne. By inni mogli się cieszyć Twoim widokiem. Wtedy dotarło do mnie, że materialnie jestem już w jakiś sposób przygotowany na Twoją śmierć. I schowałem skrzętnie te zdjęcia, by wyjąć jeszcze raz w życiu. W swoim życiu - gdy Twoje właśnie uleci.
Wiem, to parszywy zawód, w którym nawet śmierć najbliższych trzeba umieć przewidywać. Trzeba przygotować się do tego inaczej, nie tylko smutkiem i modlitwą. Tak, parszywy zawód. Ale kto potrafił, lepiej niż Ty, zrozumieć jego wymagania?
Bo od środka na drzwiach mamy taki wielki berliński plakat z Twoich „oławskich czasów”, na którym umieszczono tę słynną fotografię. Plakat informował o różnych imprezach kulturalnych, związanych z Twoją berlińską wizytą. Jest tam np. zaproszenie na projekcję filmu Kawalerowicza „Matka Joanna od Aniołów”.
Ktoś przyszedł do redakcji.
Teraz znów na mnie patrzysz, ale inaczej. Bo z tej strony drzwi też mamy plakat - również z tych pamiętnych oławskich czasów. Na zdjęciu siedzisz w samolocie. Na plakacie napis: „Papst Johannes Paul II kommt nach Berlin, 23 juni 1996”.
Kilka lat temu jakiś żartowniś dolepił Ci na piersi logo naszej gazety, które od tego czasu bezwiednie nosisz. I tak zostanie.